sobota, 15 lipca 2017

Epilog

Nadszedł dzień mniej lub bardziej wyczekiwany przez studentów – rozdanie dyplomów. Wszyscy odebrali dokumenty, osoby mieszkające w akademikach czy stancjach dokończyły pakowanie swoich rzeczy, aby móc wrócić do domu bądź wyruszyć w świat, by zacząć nowe życie. Podobnie było z Fay, jednak ona nigdzie się nie wybierała. Po powrocie do mieszkania wynajmowanego wraz z Dixie wrzuciła do pudełka resztę notatek, które jeszcze walały się na biurku, zakleiła je taśmą i zaniosła do nieużywanego pokoju. Miały trzy sypialnie, więc jedna stała się składzikiem rzeczy niepotrzebnych. Gdy jej przyjaciółka także wróciła, rozpoczęły przygotowania do pożegnalnej imprezy.
Minął rok od wyjazdu na praktyki do Niemiec. Od tamtego czasu zmieniło się kilka rzeczy – Fay nie była już singielką od sześciu miesięcy, znalazła chłopaka. Niestety ze względu na problemy rodzinne miesiąc temu musiał wrócić do Londynu. Co wcale nie oznaczało, że zerwali. Jej włosy nie były już brązowe, a podchodzące pod czerwień. Mogła śmiało przyznać, że była z siebie dumna, gdyż od powrotu z Niemiec nabrała więcej pewności siebie i nie potrzebowała żadnych terapii u psychologa, na które zamierzała się wybrać tuż po powrocie.
Były też rzeczy, które nie uległy zmianie – Dixie nadal była z tym samym chłopakiem, no może byli bardziej zakochani, a ich związek przeszedł na poziom poważnego. Alex i Hannah wciąż były tymi samymi, zamkniętymi na świat idiotkami, a Niall ciągle pozostawał farbowanym blondynem z tym samym poczuciem humoru i istotą siejącą dobry humor tam, gdzie się pojawił, no może trochę spoważniał. Wraz z Fay utrzymywał kontakt przez media społecznościowe. Było im trochę trudno, jednak nie narzekali.
Mijały kolejne tygodnie, miesiące. Wszystko i wszyscy się zmieniali. Dixie zaręczyła się ze swoim chłopakiem, ale nie planowali jeszcze wspólnie zamieszkać.
– Wszystko w swoim czasie. Jeśli się pośpieszymy, to może się coś zjebać. Jesteśmy młodzi, mamy czas – podsumowała pewnego wieczoru przyjaciółka Fay może trochę wścibskie pytania dziewczyny.
Kilka minut potem dostała wiadomość od Nialla z pytaniem, czy chciałaby się spotkać. Dziewczyna niemal pisnęła z radości i szybko odpisała, że jak najbardziej się zgadzała. Uśmiech zagościł na ustach Fay, nie mogła go powstrzymać i zapewne przez to wyglądała jak wariatka, gdy tak szczerzyła się do ekranu telefonu. Wiedziała, że teraz jej myśli będą zajęte przez Irlandczyka i nie będzie mogła się skupić na oglądanym filmie. Życzyła więc Dixie dobrej nocy, po czym zniknęła za drzwiami swojego pokoju. Jak każdego wieczoru wybrała numer swojego chłopaka i położyła się na łóżku, a na kolanach postawiła laptopa, dalej szukać dla siebie miejsca pracy.
– Hej, King – odpowiedziała wesoło, gdy tylko usłyszała głos po drugiej stronie.
Mogła do niego dzwonić o każdej porze dnia, jednak wolała być pewna, że nie przeszkodzi mu w nauce bądź on nie miałby czasu, żeby odebrać. Teraz oboje mieli czas na powiedzenie sobie tego, co chcieli w ciągu dnia.

*

Tydzień później nadszedł dzień spotkania z Niallem. Dotarła w umówione miejsce i rozejrzała się, czy przypadkiem blondyn już na nią nie czekał. Okazało się to trudniejsze ze względu na duży tłum ludzi. Westchnęła i po raz kolejny w ciągu dwóch minut zerknęła na ekran telefonu z myślą, że minęło kolejne dziesięć. Serce podskoczyło jej do gardła, gdy czyjeś ciepłe dłonie zasłoniły widok dookoła.
– Zgadnij kto to – męski głos rozbrzmiał nad uchem dziewczyny.
Na usta Fay wpłynął uśmiech, rozpoznając ten charakterystyczny i irlandzki akcent, teraz już nieco zmieszany z brytyjskim.
– Niall.
Odwróciła się i przytuliła chłopaka mocno, a on w tym samym momencie owinął ramiona dookoła jej szczupłego ciała. Miała wrażenie, jakby wróciła do wydarzeń sprzed prawie półtora roku. Gdy oderwali się od siebie po dłuższej chwili, spojrzała na niego z uśmiechem. Nie mogła przestać tego robić, bo w końcu udało się im spotkać. Pomimo tylko dwutygodniowego pobytu w Niemczech, zdążyli się do siebie bardzo przywiązać, więc to spotkanie było dla obojga ważne.
Cały dzień spędzili na rozmowie, w czasie której Fay pokazywała Irlandczykowi miejsca rozpoznawalne dla miasta, a także swoje ulubione miejsca. Nigdy nie przypuszczałaby, że Niall był typem, który chciałby oglądać jakieś zabytki, zwiedzać czy dowiadywać się nowych rzeczy, bardziej wyglądał na zainteresowanego jedynie wiecznymi imprezami, ślepego na swoje otoczenie. Fay nie protestowała, kiedy Niall mówił jej o kolejnych ciekawych miejscach w Bournemouth, z chęcią zaś pokazywała mu je i opowiadała o nich tyle, ile posiadała wiedzy na ten temat. Obiad zjedli w jednym z barów, a na koniec odwiedzili pizzerię. Nawet nie spostrzegli, kiedy była już dwudziesta. Pożegnali się z niechęcią, by Niall mógł wrócić do hotelu, a Fay do własnego mieszkania. Oboje uznali, że ten dzień to za mało, więc postanowili spotkać się i kolejnego. Tym razem czas poświęcili wyłącznie sobie, siedząc w parku przy wodzie.

*

Fay rozgościła się w jednym z londyńskich hoteli, po czym zaczęła przygotowywać się do pracy, która czekała ją jutrzejszego dnia. Od dziewięciu miesięcy pracowała w rozwijającym się studio fotograficznym, a teraz otrzymała zlecenie na sfotografowanie stolicy Wielkiej Brytanii. Miała nadzieję, że znajdzie choć chwilę, żeby spotkać się ze swoim chłopakiem i Irlandczykiem. Ostatecznie spotkała tylko się z tym pierwszym, a potem musiała już wrócić do rodzinnego miasta.
Kinga poznała w herbaciarni, kiedy udała się tam, aby wypić swoją ulubioną herbatę. Tamtego dnia było naprawdę tłoczno w lokalu, a przy stoliku Fay pozostawało jedyne wolne miejsce, więc King był zmuszony, aby usiąść z nią. Jednak nie siedzieli w ciszy, jak tego spodziewała się Fay. Chłopak okazał się być bardzo dobrym rozmówcą, słuchaczem i osobą, z którą można było kulturalnie podyskutować. Los chciał, żeby spotkali się jeszcze trzy razy w tej samej herbaciarni i za trzecim razem postanowili wymienić się numerami telefonów, aby utrzymać kontakt, a później wszystko potoczyło się po swojemu.

*

Niall jak co dzień wybrał się do parku, aby pobiegać. Zdecydowanie wolał wieczory, bo nie chciało mu się wstawać wcześnie rano, kiedy było jeszcze chłodno. Często towarzyszył mu jeszcze Louis, ale zdarzało się, że miał inne plany. Jednak tego dnia jego przyjaciel nie czuł się najlepiej, więc Niall nie chciał go męczyć.
Pomimo panującego zmroku, ludzi w parku przybywało, głównie byli to młodzi ludzie chcący spędzić wspólnie czas. Policzki mężczyzny muskało rześkie i chłodnawe powietrze, dookoła unosił się zapach wilgotnej trawy, a do uszu docierały śmiechy, rozmowy innych, klaksony aut. Ludzie, których mijał Niall, byli roześmiani, szczęśliwi, a co niektórzy nawet i pijani lub pod wpływem innych używek. Jednak jego uwagę przykuła siedząca na ostatniej ławce przygarbiona, z dłońmi przyciśniętymi do twarzy, z długimi blond włosami opadającymi wokół jej głowy. Zatrzymał się kilka kroków przed nią, uważnie się jej przyglądając. Dziwnie znajomą mu sylwetką co chwilę wstrząsał głuchy szloch, a on nie mógł teraz odwrócić się i pobiec dalej. Musiał usiąść obok niej, położyć dłoń na plecach dziewczyny i cicho zapytać, co się stało.
– Nie twój zakichany interes – splunęła blondynka.
W tym samym momencie też uniosła głowę, aby móc spojrzeć przekrwionymi oczami na osobnika, który przerwał jej samotną rozpacz. Oboje zamarli, gdy rozpoznali znajome sobie twarze. Zamilkli, nie spodziewając się takiego obrotu sytuacji. Widzieli tylko siebie, słyszeli szybki i płytki oddech kobiety, na całe otoczenie stali się głusi i ślepi.
 Ktoś musiał przerwać tę wyraźnie niezręczną chwilę, więc Niall otworzył usta, chcąc coś powiedzieć. Powoli zsuwał rękę z pleców, ale została ona gwałtownie odepchnięta, przez co zderzyła się z drewnianym oparciem ławki, jednak nie zwrócił na to najmniejszej uwagi. Po prostu patrzył w szoku na Melanie, która poderwała się na równe nogi, patrząc na niego wściekle. Nie miał pojęcia, o co jej chodziło i znów chciał się odezwać, lecz dziewczyna nie dopuściła go do głosu.
– Co ty tu robisz? Zniknąłeś na samym początku, więc dlaczego zacząłeś się tak pojawiać? Przestań to robić. Po prostu… przestań!
Melanie zaczęła krążyć wokół, szarpiąc swoje włosy, a łzy ponownie zaczęły tworzyć mokre ślady na zaczerwienionych policzkach dziewczyny. Mężczyzna patrzył na nią, nie wiedząc, co powinien powiedzieć. Znał ją bardzo długo, ale nigdy nie widział jej płaczącej bądź martwiącej się o coś. Nawet, gdy dowiedziała się o ciąży, nie była zrozpaczona, a po tym jak Niall urwał z nią kontakt, była po prostu wściekła. Coś stało się Tix?
– Melanie.
Chciał zwrócić na siebie jej uwagę, ale gdy nie zareagowała na swoje imię, wstał i złapał ją za ramiona, ponownie powtarzając imię dziewczyny. Jednak nie spodziewał się takiego obrotu sprawy, że dłoń Melanie wyląduje na jego policzku. Odsunął się o krok od niej i dotknął piekącego miejsca.
– Nie odzywaj się do mnie – wyszeptała łamiącym się głosem.
– Mel…
– Nie – weszła mu w słowo – nie rób tego nigdy więcej, rozumiesz? Jeśli znikasz, to zniknij na zawsze. Mam dość twojego pojawiania się, dawania nadziei Tix, a potem ponownego zniknięcia. Ona naprawdę cię polubiła i ja już nie wiem, co mam jej mówić, kiedy pyta o ciebie. Określ się w końcu, Niall.
Wzięła głęboki wdech i przeczesała włosy, wyczekująco wpatrując się w twarz Irlandczyka.
– Dobrze wiesz, że mam swoje życie prywatne.
– Ja też je mam, ale za kilka miesięcy nie będzie miał kto zająć się Tix. I co wtedy? Nie chcę, żeby wylądowała w domu dziecka, a potem, żeby jakiś frajer ją zaadoptował tylko po to, by mieć ją za służącą.
Chciał powiedzieć, że dramatyzuje, ale sens jej słów dotarł do niego raz jeszcze. Dlaczego niby miałaby oddawać ją do adopcji? Kochała swoją córkę i był przekonany w stu procentach, że Melanie za nic w świecie by tego nie zrobiła.
– Co to znaczy? – zapytał w końcu. – Dlaczego nie chcesz wychowywać Tix? Poza tym gdzie ona teraz jest?
– U mojej mamy. Ja umieram – głos jej się załamał przy ostatnim słowie, a szloch ponownie wstrząsnął jej ciałem.
A Niall stał tam i na przemian otwierał i zamykał usta, w ogólnie nie wiedząc, jak zareagować. Nigdy w życiu nie spodziewał się od niej takiego wyznania ze strony dziewczyny.
– Jak to umierasz? – wydusił ze ściśniętym gardłem.
– Normalnie, Niall. Zdiagnozowali mi gorszy przypadek białaczki i nie dają mi szans na przeżycie.
– Ile?
Nie potrafił wypowiedzieć nic więcej, miał wrażenie, że świat zatrzymał się w tym momencie. Nigdy nie był z nią szczególnie związany, kilka lat temu jedynie łączył ich szczeniacki związek, a teraz mieli córkę i nic więcej, ale czuł, że musiał się nią zająć i pozwolić na to, żeby jak najlepiej przeżyła ostatnie dni.
– Cztery miesiące.
I te miesiące mijały niebywale szybko. Początkowo Niall nie widział po Melanie, że była chora. Gdyby mu o tym nie powiedziała, on nawet nie zwróciłby uwagi na objawy. Oboje normalnie zajmowali się Tix, ale także zajmowali się swoimi prywatnymi sprawami, w ogóle niezwiązanymi z rodzicielstwem. Ale im więcej dni upływało, widział, jak Melanie stawała się coraz słabsza i powoli umierała. Pewnego dnia trafiła do szpitala, a lekarz oznajmił mu, że to już kwestia tylko kilku dni. Tix była niespokojna i płakała, pytając, dlaczego jej mama znalazła się w szpitalu. Niall starał się jej to wytłumaczyć jak najbardziej delikatnie i wspierać małą dziewczynkę, bo czuł do tego obowiązek i nie chciał okłamywać swojej córki, ale też nie chciał doprowadzić co całkowitego jej załamania.
W końcu nadszedł dzień, kiedy Melanie odeszła, pozostawiając pustkę nie tylko w swoim mieszkaniu, ale i w sercach swoich bliskich.

*

Minęły kolejne dwa lata, wszystko wokół nieustannie się zmieniało. Fay znalazła pracę w Londynie i postanowiła tu zamieszkać, ponieważ spodobała jej się stolica i planowała przeprowadzkę tu, odkąd tylko wróciła ze swojego wyjazdu służbowego. Miała także okazję, aby być blisko Kinga – od niedawna swojego narzeczonego. Była szczęśliwa, planując z nim wspólną przyszłość.
Niallowi w opiece nad Tix pomagała jego nowa dziewczyna, Casey, która niekoniecznie na początku zaakceptowała to, że Niall już miał córkę, ale z upływem czasu pogodziła się z tym i pokochała dziewczynkę. Casey i Niall poznali się na weselu jego kuzynki i nigdy nie sądził, że z dziewczyną, z którą przetańczył pół nocy, kiedykolwiek będzie w związku. Ale stało się, gdy po uroczystości wpadali na siebie kilka razy, a jak później się okazało Casey pracowała niedaleko miejsca zamieszkania Nialla. Póki co nie planowali żadnego kroku do przodu.
Fay i Niall wciąż utrzymywali kontakt, co teraz mieli znacznie ułatwione. Fay nie żałowała tego, że wtedy w Niemczech zdecydowała się usiąść z Niallem, a Niall nie żałował, że zgodził się na to. Prawdopodobnie gdyby nie tamta sytuacja, żadne z nich nie zyskałoby tej przyjaźni.



###
Trochę chaotycznie, ale jestem z tego zadowolona. Początkowo chciałam stworzyć drugą część, ale gdy zaczęłam planować, nie byłaby dobra, więc umieściłam to wszystko w epilogu. Niektóre watki są streszczone, ale starałam się je pisać tak, aby przekazać to, co chciałam, bo też nie chciałam robić epilogu przerażająco długiego. Nie ma tu nic szczególnego – wyszło, jak chciałam i mam nadzieję, że miło Wam się czytało Without Reasons.

W planach mam inne prace, te bardziej na wieczór do poczytania przy kubku dobrego kakao i te bardziej wartościowe. Teraz mogę Was zaprosić na Catch My Breath, do którego pojawił się prolog ^^

poniedziałek, 10 lipca 2017

Rozdział 12.

Obudziłam się wcześnie rano. Nawet bardzo wcześnie, bo była dopiero czwarta. Próbowałam zasnąć, ale na nic się to nie zdawało, ponieważ moje myśli wciąż zajmował wczorajszy wieczór oraz rozmowa z Niallem. Nie spodziewałem się tego, że on może mieć dziecko, wspomniał coś o tym, ale byłam przekonana, że chodziło o młodszego brata, kuzynka. Wróciłam wspomnieniami do każdego spotkania z blondynem i każdej naszej rozmowy. Zdałam sobie wtedy sprawę, że kilka razy jakby nawiązywał do jego ojcostwa. Kiedy mówił o odpowiedzialności, najprawdopodobniej miał na myśli właśnie to. Kiedy podczas rozmowy telefonicznej nazwał kogoś kochaniem, być może to była właśnie Tix, ale nie musiało tak być.
Jedno dręczyło mnie najbardziej – dlaczego ot tak zmienił swoje zdanie o opiece nad nią? I do tego miało na to wpływ moje nastawienie do świata i pierniczenie głupot? Żart! Muszę chyba ponownie poruszyć ten temat lub zapytać Louisa, bo to jest zbyt podejrzane, żeby miało mi dać spokój. Nieważne na jak wścibską i wredną mogłam wyjść. To było dziwne, że tak nagle mogło mu się odmienić.
Po cichu wyszłam z łóżka, by nie obudzić dziewczyn i wybrałam ubrania, po czym poszłam do łazienki, żeby wziąć prysznic. Do czasu, kiedy moje współlokatorki wstały i zebrały się, zdążyłam obejrzeć film i zacząć kolejny. Po śniadaniu zdecydowałyśmy z Dixie pojechać do Würzburga, ponieważ wczoraj zakończyliśmy praktyki i teoretycznie już dziś powinniśmy być w drodze do domu, ale samolot z Frankfurtu nad Menem do Londynu mieliśmy dopiero w niedzielę rano, więc sobotę mieliśmy dla siebie. Wszyscy cieszyli się, że nauczyciele nie zaplanowali na ten dzień żadnej, głupiej wycieczki. Grupa z Londynu rozpoczęła praktyki tak jak my i tak samo skończyła, więc wracaliśmy razem. Zgadywałam, że Louis i Niall postanowili odsypiać, bo nie widziałam ich na śniadaniu.

*

Około piętnastej wróciłyśmy, ponieważ o siedemnastej miało odbyć się rozdanie certyfikatów oraz opinii. Zdążyłyśmy jeszcze pójść do pobliskiego sklepu na lody. Był kwadrans przed siedemnastą, więc cała nasza grupa obległa ławkę przy bocznym wejściu, czyli tam, gdzie zwykle. Słyszałam śmiech Nialla i szum rozmów osób z grupy z Londynu, którzy siedzieli przed klubem, w którym oni mieli rozdanie certyfikatów.
Wyglądało to mniej więcej tak: cała nasza grupa siedziała przy najdłuższym stole na stołówce, koordynatorka, która opiekowała się nami mówiła o tym, jak świetnie sobie radziliśmy, nie mieliśmy z niczym problemów i miała nadzieję, że my także byliśmy zadowoleni. Później nastąpiło rozdanie certyfikatów i opinii, przy czym pogratulowała każdemu osobiście. Nasi nauczyciele oczywiście musieli jej podziękować za wszystko i wręczyć upominek.
Gdy nastąpił koniec tego, wraz z Dixie wróciłyśmy od razu do pokoju i zaczęłyśmy pakowanie, podczas gdy Alex i Miley zostały na zewnątrz, aby zapalić i pożegnać się z poznanymi chłopakami. Byłam w połowie planowania, co gdzie włożyć, gdy dostałam wiadomość od Nialla, czy chciałabym się spotkać. Oczywiście zgodziłam się. Chciałam możliwe, że po raz ostatni z nim porozmawiać o wszystkim, nie tylko na temat jego córki. Uprzątnęłam swoje rzeczy, upewniając się, że Alex nie będzie w nie zaglądać, gdy wróci, po czym poinformowałam Dixie o moich zamiarach i opuściłam pokój.
Spotkałam Nialla na zewnątrz, uśmiechnął się do mnie, co chętnie odwzajemniłam i przeczesał włosy palcami. Nie wyglądał na smutnego, ale też nie na zadowolonego. Miałam już pewność, że nie miał dziewczyny, więc pozwoliłam sobie pocałować go w policzek, na co zaśmiał się. Dopiero, gdy odsunęłam się od niego, zdałam sobie sprawę, że ktoś mógł to widzieć. Jednak odepchnęłam od siebie te myśli.
Było po dziewiętnastej, więc mieliśmy jeszcze trochę czasu, który wykorzystaliśmy na pójście do sklepu po to, by kupić czekoladki, lody i butelkę piwa na spółkę. Teraz siedzieliśmy w naszym zwyczajnym miejscu spotkań, czyli nad stawem za stołówkę, opierając się o pień wierzby i zajadając się piankami na wafelku w czekoladowej polewie, na zmianę upijając łyk piwa z butelki. Jak na tę porę dnia było ciepło, a słońce ogrzewało nasze twarze. Zdążyłam polubić to miejsce i zdecydowanie będzie mi go brakować, to było pewne. Rozmawialiśmy z Niallem o najnowszych hitach muzycznych, ja postanowiłam zrobić kilka zdjęć w tym jedno Niallowi, co go oburzyło. Pokazałam mu je, po czym stwierdził, że uwydatnia ono jego piękno, więc mogłam je zatrzymać. Z dumnym uśmiechem z powrotem usiadłam obok niego i wzięłam ostatni łyk piwa.
– Co tak nagle cię oświeciło, że może przydałoby się zająć córką? – wypaliłam.
Przygryzłam wargę równie zdezorientowana, co Niall. To było naprawdę głupie pytanie, ja byłam głupia, żeby pytać o takie rzeczy. Przeczesał włosy i wypuścił drżący oddech.
– Przepraszam, nie musisz odpowiadać. Ja nie wiem, co sobie myślałam... Przepraszam, ja...
– Byłem idiotą, zrywając kontakt z Melanie, okej? Jest w porządku. Nie wiem, jak to będzie, ale musi jakoś być. Prawdopodobnie uprzedzając twoje kolejne pytanie. Tak, to z Tix rozmawiałem wtedy przez telefon.
Zmarszczyłam brwi i już kolejne pytanie nasuwało mi się na myśl, gdy dokładnie przypomniał mi się przebieg naszej rozmowy.
– Powiedziałeś, że widziałeś ją dwa lata temu, więc...
– Co nie znaczy, że nie widziałem się z Melnie – znów mi przerwał – a ona z kolei zdecydowała, że Tix jest wystarczająco duża, żeby powiedzieć jej o mnie, a ta nie dawała Melanie spokoju, bo chciała mnie zobaczyć.
Przytaknęłam w zrozumieniu. Zamilkłam, bo i tak to było wystarczająco. Pomiędzy nami zapadła krępująca cisza – przynajmniej ja odczuwałam ją jako krępującą. Przygryzłem wargę, czując, że powinnam coś powiedzieć, ale kompletnie nie wiedziałam co. Niall wydawał się nie przejmować tym, gdy był wpatrzony w delikatnie falującą taflę wody i małe rybki pływające tuż przy powierzchni. Odetchnęłam i oparłam głowę o pień, zamykając oczy.
– Tak szczerze, zostałbym tu jeszcze z tydzień, ale bez praktyk.
– Ja też. – Przytaknęłam, czując na sobie jego wzrok?
Tak rozpoczęliśmy kolejną rozmowę na temat uroku tego miejsca.

Niall
Kiedy wróciłem do pokoju, Louis próbował ułożyć rzeczy w swojej walizce. Po serii pytań przyjaciela, sam zabrałem się za pakowanie. Jedynym powodem tak naprawdę, żeby stąd nie wyjeżdżać, była Fay. W pewien sposób pozwalała mi się oderwać od myślenia o tym, co czekało na mnie w Anglii. Ale jeśli byłem głupi, więc teraz dostałem za to karę. Może i pytała o to, ale nie przeszkadzało mi to. Co do tego, że chciałem czynnie uczestniczyć w dorastaniu i życiu Tix, miałem mieszane uczucia. Dziewczynka chciała mnie poznać, cóż, kiedyś musiała. Ja zaś wiedziałem, że nie będę dobrym ojcem, bo już nim nie byłem. Co będzie, to będzie.

Fay
O piątej rano dotarliśmy na lotnisko, nauczyciele rozdali karty pokładowe, a teraz staliśmy wraz z grupą z Londynu w kolejce do odprawy. Do momentu, kiedy weszliśmy do samolotu, czułam na sobie podejrzliwy i pogardliwy wzrok Alex na sobie. Wczorajszego wieczoru wróciłam później, niż zamierzałam, a Alex i Miley od razu spojrzały na mnie dziwnie, jednak nic nie powiedziały, tak pozostało, dopóki nie opuściłyśmy pokoju. W samolocie już miałam spokój, ponieważ siedziały na początku, a ja prawie na końcu. Z Dixie dzieliło mnie przejście, a Niall i Louis siedzieli obok mnie, więc nie nudziłam się podczas lotu.
Gdy jeszcze przebywaliśmy w ośrodku, wyczekując na autokar, który miał nas zawieźć na lotnisko, coraz bardziej chciałam tu zostać. Polubiłam to miejsce, którego widoki wręcz zapierały dech w piersiach, klimat różnił się od tego w Anglii. Może i niektóre poranki były pochmurne, ale świadomość, że prawdopodobieństwo, że spadnie deszcz była mniejsze i już to dawało więcej chęci do życia. Czasem z samego rana promienie słoneczne wpadały przez okno i aż chciało się wstać, i wyjść na zewnątrz, przy czym nawet wizja kolejnych siedmiu godzin spędzonych na praktykach nie wydawała się taka zła. Nie chciałam tego zostawiać. Po opuszczeniu ośrodka spojrzałam po całej naszej grupie i miałam wrażenie, że tylko ja nie cieszyłam się w stu procentach z powrotu. Omiotłam wzrokiem po raz ostatni plac przed wejściem do autokaru, złapałam kontakt wzrokowy z Niallem, który posłał mi jeden ze swoich uśmiechów. Nie z tych typowych uśmieszków, którymi obdarzał każdego, a ten uroczy, przy którym niewielki dołeczek w jego lewym policzku stawał się widoczny. Tego będzie mi brakować najbardziej.

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Rozdział 11.

Niall
Kolejnego dnia obudził mnie budzik Louisa, ale ponownie zasnąłem szybciej, niż się obudziłem. Dobre rozbudzenie i świadomość, że trzeba było podnieść dupę i że dziś jest ostatni dzień praktyk, dało mi dopiero szturchanie mojego ramienia oraz powiew chłodnego powietrzna na moich plecach.
– Wstawaj, kretynie – usłyszałem głos Louisa nad swoim uchem, na co zakryłem głowę poduszką. – Jak zaraz nie wstaniesz, nie pójdziesz na śniadanie i umrzesz marnie z głodu.
Chamsko zabrał poduszkę spod mojej głowy i uderzył mnie nią w twarz.
– Dobra, już wstaję. Nie musisz mi robić przemeblowania na twarzy.
Musiałem zmusić się w końcu do wstania, choć naprawdę nie miałem ochoty tam iść. Zdecydowanie wolałem przespać cały dzień, ewentualnie spędzić go z Fay gdzieś daleko od ludzi. Musiałem przyznać, że przez te dwa tygodnie polubiłem ją i rozmowy z nią. Dzięki nim jakoś udawało mi się nie myśleć o tym, że wyjazd zbliżał się wielkimi krokami, a co za tym szło także powrót do szarej, nudnej i nie najbardziej kolorowej, londyńskiej rzeczywistości. Nie powinienem narzekać na swoje życie, ponieważ  nic tak właściwie mi nie brakowało; miałem dom, rodzinę, przyjaciół, miałem za co kupić jedzenie czy zapłacić rachunki. Jednak dorosłość uderzyła mnie zbyt szybko. Byłem głupim dwudziestolatkiem, wielu rzeczy nie brałem na poważnie i to było dla mnie o wiele bardziej trudniejsze do przyjęcia. Odrzuciłem to, uciekłem  od tego, a teraz męczyły mnie przez to wyrzuty sumienia, lecz czasu bym nie cofnął, żebym stanął na uszach. Tu mogłem o tym zapomnieć chociaż na chwilę, Fay jedynie mi to ułatwiała, zajmując mój czas i coraz częściej myśli.
– Już ją pieprzyłeś? – zapytał Louis, kiedy szliśmy na dworzec w Lohr.
Przewróciłem oczami. Spodziewałem się tego pytania prędzej czy później, bo nie przeżyłby, gdyby o to nie zapytał.
– Nie.
– Mam dzisiaj ci zwolnić pokój? Wiesz, dziś masz już ostatnią szansę, bo jutro będzie zajęta pakowaniem, a w Londynie raczej takiej nie znajdziesz…
– Tommo, kurwa…
– Tommo czy kurwa? – przerwał mi ze śmiechem.
– Nie mam zamiaru jej przelecieć – uciąłem, ignorując jego poranną głupotę.
– Jesteś głupi, Horan. Dlaczego nie? Czekaj, powiedz mi najpierw, co ona ci zrobiła, że już od jakiegoś czasu jesteś taki rozkojarzony? To przez ten pocałunek?
– Spokojnie, nic mi nie zrobiła i tylko ci się zdaje.
Na moją odpowiedź mruknął tylko proste „mhm” i już przez resztę drogi się nie odzywał.

*

Od rana czułem się jak gówno i jedyne na co miałem ochotę to wejście pod kołdrę i przespanie do apokalipsy lub innego wydarzenia, które wyniszczyłoby ludzkość. Postanowiłem zwolnić się z praktyk po czterech godzinach i po wzruszającym – nie dla mnie – pożegnaniu wyszedłem z budynku i udałem się w kierunku dworca. Nie miałem już siły na nic i nie potrafiłem się na niczym skupić, więc moje dalsze siedzenie tam byłoby męczące nie tylko dla mnie, ale i dla pracowników.
Oczywiście, gdy tylko znalazłem się na terenie ośrodka opiekunka naszej grupy – na moje nieszczęście – była na zewnątrz, więc przed dotarciem spokojnie do pokoju zdążyłem zarobić porządny opierdol, który jednym uchem wleciał, drugim wyleciał, jednak zmienił moje beznadziejne samopoczucie na najwyższy poziom irytacji. W dodatku musiałem wpaść na tę parę pedałów. Dlaczego oni byli razem i kto w ogóle im na to pozwalał? Moi rodzice od dziecka uczyli mnie, że tak nie wypadało. Ludzie wiązali się ze sobą po to, by mieć dzieci, a osoby o tej samej płci nie mogły ich mieć. To takie logiczne! Zatrzasnąłem za sobą drzwi pokoju, nie przejmując się tym, że ktoś z pracowników ośrodka mógł to usłyszeć, rzuciłem plecak pod stolik stojący pod ścianą. Ciasne dżinsy zmieniłem na szare dresy, zdjąłem koszulę, prawie odrywając jej guziki ze złości i klnąc pod nosem wyciągnąłem zwykły t-shirt z szafy. Spostrzegłem na niej fioletowy napis „FAY”, od razu rzuciłem ją na podłogę, a kolejne przekleństwa opuściły moje usta. Położyłem się na łóżku i zakryłem kołdrą po szyję.

*

Nie miałem pojęcia, ile czasu minęło, lecz gdy usłyszałem szczęk otwieranych drzwi, odwróciłem się przodem do ściany, udając, że spałem. Chciałem uniknąć głupich i zbędnych pytań. Wiedziałem jednak, że prędzej czy później zostaną one zadane, choć miałem cichą nadzieję, że Louis jako mój dobry przyjaciel wszystko zrozumie bez rozmowy ze mną i sprowadzania mojego stanu załamania do Fay. Ona nie była tego powodem. Była powodem do tego, żebym ruszył swoją dupę z łóżka i poszedł na obiad z resztą grupy, a po tym poszedł wraz z kilkoma moimi znajomymi do sklepu i nie leżał bezczynnie na łóżku, użalając się nad sobą.
Kupiliśmy tam po kilka butelek najtańszego i nie najgorszego piwa dla każdego, dla siebie wzięliśmy po jednej dodatkowej, którą wypiliśmy po drodze. Uśmiechnąłem się do siebie, bo w końcu znalazłem sposób na poprawienie swojego humoru. Siedzieliśmy w małym parku nad rzeką, o ile można było tak nazwać kilka drzew, skoszoną trawę, ławki i skrawek przystrzyżonego żywopłotu. Znajdował się on dobry kilometr od ośrodka, więc mieliśmy małą pewność, że żaden z naszych opiekunów nas nie przyłapie. Pomiędzy przedostatnią a ostatnią butelką i kolejnym papierosem napisałem do Fay, czy chciałaby się spotkać po kolacji.

Fay
Przyszłam kilkanaście minut wcześniej przed umówioną godziną. Zgodziłam się na kolejne – i prawdopodobnie ostatnie tutaj, nad stawem za stołówką – spotkanie z Niallem. Tym razem zajęłam miejsce pod płaczącą wierzbą, opierając się o jej chropowaty pień. Trawa była już wilgotna od rosy osiadłej na niej, powietrze zrobiło się rześkie, a dookoła rozprzestrzeniał się półmrok, w którym dostrzegłam zbliżającą się, szczupłą i wysoką sylwetkę mężczyzny. Rozpoznałam w niej Irlandczyka. Miał na sobie krótkie spodenki i koszulkę, której rękawy podwinął, ręce schował w kieszeniach, jego chód zaś był nieco chwiejny. Zgadywałam, że musiał już coś pić.
Blondyn zaszczycił mnie swoim zniewalającym uśmiechem i zajął miejsce po mojej lewej stronie.
– Długo tu siedzisz? – zapytał.
– Nie martw się, nie spóźniłeś się.
Dla upewnienia go pokazałam mu godzinę na telefonie. Z westchnieniem oparł głowę o drzewo za plecami, a ręce splótł na swoim brzuchu, przymykając oczy, dzięki czemu mogłam bez obaw o przyłapanie oglądać jego przystojną twarz, na którą padało światło księżyca, przez co wyglądała jeszcze piękniej niż była.
– Zdajesz sobie sprawę, że jutro już jest sobota, a w niedzielę rano wylatujemy?
– Ta – mruknęłam, skubiąc wilgotne źdźbła trawy. – Już zacząłeś się pakować?
– Jeśli do tego można zaliczyć odpięcie i zapięcie walizki to owszem, zacząłem.
Zachichotałam cicho i również oparłam głowę o pień. Milczeliśmy. Delikatny wiatr przyjemnie muskał nasze twarze oświetlone przez blask księżyca i poruszał gałęziami drzew. Na tafli wody tworzyły się niewielkie fale, zniekształcając jasną kulę odbijającą się w niej. Siedzieliśmy w ciszy przerywanej jedynie szumem liści i wody.
– Niall, coś się stało? – spytałam niepewnie.
– A co niby miałoby się stać?
Oboje odwróciliśmy się w tym samym czasie, by popatrzeć na siebie, a nasze spojrzenia się spotkały. Przeszedł mnie dreszcz wzdłuż kręgosłupa. Uciekłam wzrokiem na wodę.
– Nie wiem. Wyglądasz na przygnębionego.
Niall nie odpowiedział od razu. Oblizał ostentacyjnie spierzchnięte wargi i powoli wyprostował się, po czym zawiesił wzrok na mojej osobie. Nagle moje ciało zalała fala niepokoju i pożałowałam, że w ogóle dopowiedziałam drugie zdanie.
– Bo cóż. Może i jestem przygnębiony, Fay. – Wzdrygnęłam się, gdy wypowiedział moje imię. Nie był to ostry ton, ale też nie łagodny. – Zwolniłem się z praktyk, bo czułem się chujowo, ale oczywiście nasza kochana profesorka dostała szału macicy, jak jej o tym powiedziałem. Uznała, że nie widać tego po mnie i nie mam gorączki, więc za to powinienem mieć obniżoną ocenę za praktyki. – Wziął głęboki oddech i przeczesał włosy palcami. Chciałam go przytulić i powiedzieć, że nie powinien się nią przejmować, jednak nie zrobiłam tego, nadal milcząc i siedząc nieruchomo. – Wyjaśniłem, że nie o takie złe samopoczucie chodzi, tylko że o moje prywatne problemy, a ona jedynie machnęła ręką i powiedziała, że szukam na siłę wymówki. Suka jebana. Pewnie myśli, że największym problemem jest złamany paznokieć lub to, że jej farba z włosów zeszła. Gówno, kurwa, wie.
Nic nie powiedziałam, tylko zrobiłam to, co zamierzałam od dłuższej chwili; przysunęłam się bliżej chłopaka i objęłam ramionami jego spięte ciało. W tamtym momencie przytulenie wydawało mi się o wiele lepszym pomysłem niż jakieś słowa pocieszenia, które i tak zwykle dawały odwrotny efekt od zamierzonego. I chyba miałam rację, bo po chwili odwzajemnił mój gest, a jego mięśnie się rozluźniły.
Mijały kolejne długie minuty. Słońce całkowicie schowało się za horyzontem i teraz jedynym źródłem światła był blask odbijany przez księżyc. Wszystko dookoła było dobrze widoczne dzięki jego pełni. Niall nie kontynuował rozmowy o swojej nauczycielce, zaczynając opowiadać kawały śmieszne lub trochę mniej śmieszne, a bardziej żenujące. Czasem nie mógł dokończyć żartu, gdyż wybuchał śmiechem, a ja wraz z nim. Śmiech chłopaka był naprawdę zaraźliwy. Cieszyłam się, że jego przygnębienie póki co odeszło w zapomnienie. Już przymierzał się do opowiedzenia kolejnego kawału, ale przerwał mu dzwonek telefonu. Chcąc, nie chcąc zerknęłam na ekran, gdy wydobył urządzenie z kieszeni, na którym wyświetlił się napis „Melanie”. Odsunęłam się od niego nieznacznie, by móc dać mu nieco poczucia prywatności, jednak on przesunął po ekranie, odrzucając połączenie. Och, przecież nie będzie rozmawiał przy mnie ze swoją dziewczyną.
– Czemu nie odebrałeś? – zapytałam automatycznie.
– Mam już jej dość. Coraz częściej do mnie wydzwania – wyznał, odkładając telefon na trawę.
– To twoja dziewczyna, nie powinieneś mówić o niej takich rzeczy i przede wszystkim na spokojnie z nią porozmawiać.
– Co? Kto? – Spojrzał na mnie z wyraźnym rozbawianiem malującym się na jego twarzy, kiedy wstawałam, żeby zostawić go samego. – Ona nie jest moją dziewczyną. Nie mam dziewczyny.
Popatrzyłam na niego z uniesionymi brwiami. Widziałam, że starał się powstrzymać śmiech.
– To kim ona jest?
Skrzywiłam się na nieprzyjemny ton mojego głosu. Niall westchnął i przesunął palcami po blond włosach z wyraźnymi brązowymi odrostami.
– Usiądź – powiedział spokojnie i poklepał miejsce, gdzie siedziałam wcześniej. Posłusznie wykonałam jego polecenie, nie przerywając z nim kontaktu wzrokowego. Chłopak ponownie oparł się plecami o pień, a moje serce podwoiło swoją pracę, nawet nie wiedziałam z jakiego powodu. Niall przymknął oczy z westchnieniem. Ja poszłam w jego ślady, także opierając się o drzewo, wzrok wlepiając w księżyc odbijający się w wodzie. – Melanie nie jest moją dziewczyną – odezwał się w końcu i ponownie przestał mówić na krótką chwilę, jakby chciał odpowiednio dobrać słowa. – Melanie to moja była i… matka Tix, mojej córki.
Po ostatnich słowach Irlandczyka odwróciłam się gwałtownie w jego kierunku, nie dowierzając temu, co powiedział. Oczy nadal miał zamknięte, lecz otworzył je, prawdopodobnie chcąc sprawdzić, czemu nie odpowiedziałam. Byłam zszokowana.
– Ja… – wyjąkałam.
– Wiem, nie musisz nic mówić.
– Nie, nie myśl sobie, że pomyślałam o tobie nie wiadomo co. Po prostu trochę mnie zaskoczyłeś. Nie codziennie słyszy się od swoich przyjaciół, że są rodzicami…
– Przyjaciół? – przerwał mi, wpatrując się w moją twarz. Miałam wrażenie, że wypala mi dziurę w czaszce swoim uporczywym spojrzeniem.
– Tak, przyjaciół. – Zmarszczyłam brwi, dopiero po jego uwadze zdałam sobie sprawę z tego, co powiedziałam. Ale mogłam Nialla uważać za swojego przyjaciela, tak? – Gratuluję, tatku.
– Cóż, dzięki?
Uśmiechnęłam się do niego i poklepałam jego kolano.
– Opowiedz mi coś o niej.
– Może powinienem zacząć od tego, że zerwałem kontakt z Melanie, gdy tylko dowiedziałem się o ciąży – wyznał i spojrzał na mnie, jakby wyczekując jakiś słów krytyki z mojej strony.
– Mów dalej.
Nie lubiłam przerywać ludziom i tym bardziej oceniać ich oraz wyzywać od najgorszych, nie znając szczegółów ani sytuacji, w jakiej się znaleźli.
– Ale ona wciąż pisała i dzwoniła do mnie, ale ja to ignorowałem. Po dwóch miesiącach przestała. Odezwała się dopiero po tym, jak urodziła. Potem zaczęła mi truć dupę o alimenty, które dla świętego spokoju płaciłem. Za dwa miesiące Tix skończy trzy lata, a ja widziałem ją dwa lub trzy razy jakieś dwa lata temu. – Po tych słowach zamilkł, lecz kiedy chciałam coś powiedzieć, kontynuował: – Wiesz co? Gdyby nie ty i to twoje ględzenie i podejście do świata, prawdopodobnie nigdy nie zmieniłbym swojego zdania o tym, jednak teraz chcę naprawdę pomóc w opiece nad Tix. Wiem, że nijak nie wynagrodzę Melanie, że byłem takim chujem wobec niej – zakończył z westchnieniem i spuścił głowę w geście rezygnacji.
Nie miałam fioletowego pojęcia, co miałabym teraz powiedzieć. Miałam mieszane uczucia, co do tego, że to ja wpłynęłam na jego poglądy. Choć w takiej sytuacji powinnam czuć satysfakcję.
– Cieszę się, że… zmądrzałeś. – Zaśmiałam się nerwowo, nieco obawiając się jego reakcji. Jednak on tylko się uśmiechnął. – Lepiej później niż wcale, prawda?
Skinął głową w zgodzie i zaśmiał się cicho.

Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, zanim postanowiliśmy wrócić do pokojów. Widziałam po Niallu, że po tym, co powiedział nieco mu ulżyło. Każdy czasem potrzebował się wygadać.

piątek, 26 maja 2017

Rozdział 10.

Czwartkowego popołudnia miałam zły humor, a to wszystko przez Hannah niepotrafiącą przestać mówić w odpowiednim momencie. Czasem naprawdę zaczynałam się zastanawiać, dlaczego niektórzy ludzie byli tak bardzo ograniczeni i nie docierało do nich to, że świat szedł do przodu, więc wszystko się zmieniało, jedynie myślenie takich osobników pozostawało prymitywne, jakby ich mózgi pozostały pozamykane w bardzo szczelnych pudełkach.
Upewniłam się, że zamknęłam drzwi od wewnątrz, po czym ułożyłam się wygodnie na łóżku z telefonem podłączonym do ładowania oraz podpiętymi do niego słuchawkami. Chciałam obejrzeć kolejny film z listy moich zakładek i miałam nadzieję, iż to poprawiłoby mi choć trochę samopoczucie. Dla mojego większego zdenerwowania usłyszałam, jak ktoś pukał w drewnianą powłokę drzwi, zanim strona dobrze się jeszcze nie załadowała. Z westchnieniem irytacji podniosłam swój leniwy tyłek i otworzyłam drzwi. Spodziewałam się zobaczyć za nimi Hannah lub Nialla, ale jakież moje było zdziwienie, gdy tym kimś zakłócającym mój spokój okazał się być uśmiechający się od ucha do ucha Louis.
– Coś ty taka zmarnowana? – zapytał od razu.
– Tak jakoś.
Zaśmiał się donośnie.
– Chcesz jechać z nami do Würzburga? Z Niallerem ogarnęliśmy się dopiero, że dziś już czwartek, a trzeba coś kupić na wyjazd.
– Czemu nie? – Wzruszyłam ramionami.
Dopiero co stamtąd wróciliśmy… Ale prawdopodobnie oni też, jednak trzeba wykorzystać ostatnie dni tutaj i korzystać z ładnej pogody, o którą w Anglii trudno.
– Świetnie, zbieraj się.

*

Spacerowaliśmy znanymi już nam ulicami, po drodze wchodząc do interesujących nas sklepów. Louis z Niallem zaczęli żartować z niemieckiego akcentu i niektórych słów, a jakaś kobieta podeszła do nas, pytając o coś po niemiecku. My jedynie wzruszyliśmy ramionami i wymieniając się uśmiechami. Oddaliła się, kręcąc głową, a Niall nie mogąc już dłużej wytrzymać, zaśmiał się głośno.
Chodziliśmy już tak jakąś godzinę, o czym zorientowaliśmy się dopiero po tym, jak zaczęły nas boleć nogi, Louis zrobił się głodny, a temat rozmów zszedł na naprawdę głupie i żenujące rzeczy. Szatyn chciał, a wręcz błagał nas o to, abyśmy w końcu wrócili na dworzec. Tak też zrobiliśmy, po czym ja zajęłam stolik przed Subwayem, Louis zaś poszedł, by zamówić coś dla nas – na szczęście pracownicy tu znali mniej więcej angielski – a Niall poszedł w poszukiwaniu jeszcze jakiegoś sklepu, ponieważ nie kupił najważniejszego. Gdy otrzymaliśmy swoje kanapki, jedliśmy je w ciszy – chłopak był zbyt głodny, żeby myśleć w tej chwili o rozmowie.
Przez cały wyjazd rzadko kiedy miałam okazję z nim porozmawiać, jednak dzisiaj moje przypuszczenia, o tym, że był miły, potwierdziły się. Zdarzały mu się momenty bezczelności, ale to nie czyniło z niego nikogo złego. Każdy ma wady i zalety.
W końcu Niall dołączył do nas z torbą z logo sklepu dla dzieci, kończąc moją rozmowę z Louisem o nowym albumie rockowego zespołu. Blondyn nie był głodny, więc uznaliśmy, że pora wracać do Lohr.
– Poczekajcie – odezwał się Louis, po czym wszedł do kwiaciarni, którą mijaliśmy po drodze na odpowiedni peron.
– Po jaką cholerę go tam poniosło? – westchnął Niall. – Jeszcze mu mało?
– Może kwiaty dla mamy?
Niall wybuchnął śmiechem i pokręcił przecząco głową.
– Wróciłem! – po niemalże dziesięciu minutach usłyszeliśmy głos szatyna, niosącego w dłoni bukiet składający się z kilku frezji. – Śliczne kwiatki dla pięknej pani. – Wręczył mi kwiaty z szerokim i uroczym uśmiechem. Moje policzki zaczerwieniły się, gdy odebrałam nieśmiało rośliny i cicho podziękowałam.
– Chodźmy, bo się spóźnimy – odezwał się Niall za mną, zwracając na siebie naszą uwagę.
Zerknęłam na niego, kiedy szliśmy za nim w kierunku ruchomych schodów. Jego wyraz zmienił się, lecz nie mogłam odczytać z niej konkretnych emocji. Louis szedł ze mną ramię w ramię i ciągle o czym zawzięcie mówił, jednak mówił zbyt szybko, żebym mogła dobrze go zrozumieć. Zakończył śmiechem, po czym zapytał, czy zechciałabym wyjść z nim jeszcze dziś lub jutro na kawę. Zgodziłam się, bo właściwie czemu nie? Blondyn po usłyszeniu mojej twierdzącej odpowiedzi, gwałtownie odwrócił głowę w naszym kierunku, mając minę, jakby coś go naprawdę zirytowało. Nie wiedziałam, dlaczego poczułam lekkie ukłucie poczucia winy w klatce piersiowej przez to, że się zgodziłam. Mimo wszystko teraz nie odmówiłabym już Louisowi.

*

– Naprawdę?! – wykrzyknęła zdziwiona moja przyjaciółka, po tym jak powiedziałam jej, że Louis zaprosił mnie na kawę, gdy siedziałyśmy na ławkach przed budynkiem z nogami opartymi na brzegach skrzynki z piaskiem.
– Tak. Dokładnie tak…
– Zgodziłaś się? – zadała kolejne pytanie, nie pozwalając mi dobrze dokończyć słowa.
– Tak. Niby co innego miałam zrobić?
– Nie zgodzić się, proste. A kto tu idzie. – Dixie przerwała naszą rozmowę, gdy zobaczyła Nialla zbliżającego się do nas wraz z drugim chłopakiem z dłuższymi włosami, który był o głowę wyższy od niego. Oboje się uśmiechnęli, a towarzysz blondyna pomachał do nas. Przywitał się, po czym Niall przedstawił nam Harry’ego.
Irlandczyk usiadł obok mnie, a jego kolega zaraz obok niego, jakby bał się odstąpić go na krok. Lub tylko go pilnował…
Harry i Niall studiowali na tej samej uczelni i niektóre zajęcia mieli razem. Blondyn zdradził też, że brązowowłosy lubił imprezy, ogniska i inne sposoby na spędzanie czasu ze znajomymi, ważne, żeby były dobre przekąski i jakikolwiek alkohol. Harry zaczął temu zaprzeczać, ale jego śmiech go zdradził. Po kolejnych minutach rozmowy dołączył do nas Louis i usiadł na ławce, na której siedziała tylko Dixie, więc była wolna.
– Kim jesteś? – zapytał, spoglądając na kolegę blondyna i mrużąc przy tym podejrzliwie oczy.
– Tommo, czy ty coś piłeś? Przecież razem z nim mamy zajęcia, więc studiuje na tym samym uniwerku, więc powinieneś go znać – zdziwił się Niall, a widząc minę swojego przyjaciela, zaśmiał się głośno. Nie mogłam powstrzymać chichotu, ponieważ jego śmiech był naprawdę zaraźliwy.
– Jak? Co?
– Jesteś za bardzo rozkojarzony i nie zauważasz ludzi. Dobrze, że mnie jeszcze nie zgubiłeś.
Tym razem to Harry się zaśmiał, a Louis zbył całą rozmowę machnięciem ręki.

Chwilę później każdy znalazł temat do rozmów. Znaczy… to ja, Niall i Dixie to zrobiliśmy, a Louis był zajęty paleniem i przeglądaniem czegoś na swoim telefonie, Harry zaś nie mógł wbić się w temat naszej rozmowy, pomimo że pytałam go o pewne rzeczy, więc siedział i słuchał. Dopiero gdy szatyn wrzucił peta do skrzynki i schował telefon, spoglądając w niebo, chłopak z kręconymi włosami usiadł obok nich i szybko udało im się nawiązać rozmowę, już po chwili zawzięcie opowiadając coś oraz komentując.

środa, 19 kwietnia 2017

Rozdział 9.

Louis
Było już przed dwudziestą trzecią i chłopaki na razie poszli do swoich pokoi, żeby nie było przypału. Nie miałem, co ze sobą zrobić, więc gra na telefonie wydawała się idealna na zbicie czasu. Horan szlajał się gdzieś z Fay i póki co miałem pokój dla siebie. Nagle drzwi uchyliły się, a do środka wszedł zadowolony Irlandczyk. Niemalże tańcząc, podszedł do swojego łóżka.
– Co ci? – zapytałem, gdy zerkałem na niego znad ekranu telefonu. – Za bardzo wczułeś się w degustację alkoholu niemieckiego?
– Ja i alkohol? Louis, nie szalej – prychnął i zaśmiał się, po tym jak usiadł.
Wyglądał na zjaranego, ale Niall nie palił ani nie brał, więc musiał mu zaszkodzić jakiś alkohol. Jasne, śmiał się na trzeźwo z wielu rzeczy, lecz ten jego uśmiech i to, w jaki sposób szedł, były podejrzane. Jak tak patrzyłem na niego, nie mogłem powstrzymać śmiechu, gdy szczerzył się do telefonu. Dopiero teraz zauważyłem „FAY” na jego białej koszulce. Wyglądało to, jakby ktoś mu coś wylał na kształt liter. Chciałem już o to zapytać, ale ugryzłem się w język.
– Jasne, jasne. Co brałeś?
– Nic. – Wzruszył ramionami. Wziął ubrania do przebrania i poszedł do łazienki. – Wiem, że nie odpuścisz, więc od razu powiem, że całowałem się z Fay, a ty nadal z nikim – dodał, zanim zamknął drzwi za sobą.
Przeanalizowałem jeszcze raz to, co powiedział i wybuchnąłem śmiechem. Nie wiedziałem, po co mi była ta informacja, ale niech mu będzie.
Po tym jak Niall wyszedł z łazienki, sam poszedłem wziąć prysznic, gdyż chłopaki uznali, że już nie chciało im się przychodzić. Po położeniu się jedynie rzuciłem okiem na Nialla, który zawzięcie z kimś pisał, ostatnimi siłami powstrzymując się przed zaśnięciem. Nie komentowałem jego wyznania, choć nadal chciało mi się śmiać.

*

Fay
Kolejnego dnia wieczorem znów umówiłam się z Niallem w naszym stałym miejscu spotkań. Na kolacji pojawiła się cała grupa studentów z Londynu, natomiast brakowało jedynie Nialla, ale pewnie spał, odpoczywając po praktykach. Dochodziła już godzina dwudziesta, więc wraz z Dixie wyszłam na zewnątrz. Moja przyjaciółka została na ławce przed budynkiem, ponieważ chciała tylko zapalić i zadzwonić do chłopaka, zaś ja skierowałam się nad staw. Oczywiście wiedziała, gdzie szłam, ponieważ stwierdziłam, iż ukrywanie przed nią spotkań z blondynem było bez sensu.
Zeszłam po kamiennych schodkach prowadzących na stołówkę, gdy nagle usłyszałam znajomy irlandzki akcent. Zatrzymałam się, gdy zauważyłam go chodzącego w tę i z powrotem, rozmawiając przez telefon podenerwowanym tonem. Wyglądał na zdenerwowanego, a dłoń niespokojnie przebiegająca co chwilę przez jego blond włosy tylko utwierdzała mnie w tym przekonaniu. W końcu usiadł na jednym z dużych kamieni ustawionych wzdłuż alejki za stołówką. Podeszłam bliżej, starając się pozostać niezauważoną. Teraz pomagało mi to, że Niall oparł czoło o rękę wspartą na kolanie. Westchnął zrezygnowany. Byłam na tyle blisko, że mogłam usłyszeć to, co mówił. Może i zachowywałam się wścibsko, gdy podsłuchiwałam jego prywatną rozmowę, jednak coś w środku podpowiadało mi, żebym nie oddalała się, a miała go na oku.
– Po prostu daj mi ją do telefonu – powiedział cicho i nastała chwila ciszy. – Cześć, kochanie. – Ton jego głosu już w najmniejszym stopniu nie był taki jak przed chwilą, a spokojny i można było usłyszeć w nim nutę radości.
Zaskoczyły mnie jego słowa… Miał dziewczynę? Nagle wspomnienia z poprzedniego wieczoru i poczucie winy spadły na mnie jak kubeł lodowatej wody. Przecież ja głupia go pocałowałam i nawet nie pomyślałam o tym, że może kogoś mieć!
Głupia, samolubna, niemyśląca idiotka.
Chęć spotkania z blondynem uleciała ze mnie wraz z ostatkami pewności siebie. Przez moment zastanawiałam się pomiędzy zaczekaniem na niego i udawaniem, że wczoraj nic się nie wydarzyło, choć to byłby największy idiotyzm, a tym, żeby sobie pójść i wymyślenie jakiejś głupiej wymówki. Zdecydowałam na to pierwsze, lecz moje ciało postanowiło odwrócić się, wracając do budynku. Nie przeszłam jednak daleko, nadeptując na suchą gałąź, która złamała się z głośnym chrupnięciem. Przeklęłam w myślach i przyśpieszyłam kroku. Już byłam w połowie kamiennych schodków, kiedy usłyszałam swoje imię. Tym razem przekleństwo opuściło moje usta. Wymusiłam jak najszczerszy uśmiech, zanim się odwróciłam. Irlandczyk szedł w moim kierunku, także się uśmiechnął, a gdy był już blisko, wyciągnął w moim kierunku swoją dłoń, którą niepewnie chwyciłam.
– Gdzie szłaś? – zapytał, kiedy stanęłam obok niego.
– Um… rozmawiałeś przez telefon, nie chciałam ci przeszkadzać – skłamałam, patrząc wszędzie, tylko nie na jego twarz.
– Ale już skończyłem, więc możemy zająć się sobą.
Z uśmiechem na twarzy i wciąż trzymając moją dłoń, poprowadził mnie w kierunku stawu. Spojrzałam na niego ukradkiem, nie wyglądał, jakby miał za złe to, co zrobiłam wczoraj. Lub był świetnym aktorem i dobrze ukrywał emocje.
Czułam się naprawdę nieswojo w jego towarzystwie ze świadomością, że prawdopodobnie w Anglii czekała na niego jego dziewczyna albo może nawet narzeczona, a tutaj, gdy ona nie widziała, spędzał czas ze mną. Dotyk jego dłoni na mojej wręcz palił moją skórę. Chciałam wyrwać ją z uścisku, ale jakby włączyła mi się wewnętrzna blokada. Szłam z nim jak zaczarowana, nie mogąc się odezwać, zrobić czegokolwiek poza przebieraniem nogami, by za nim nadążyć, a moje serce waliło mi w piersi.
Gdy dotarliśmy na mostek, Niall usiadł na swoim stałym miejscu na mostku, a ja niepewnie zajęłam miejsce po jego prawej stronie. Nic nie mówiliśmy, jedynie wpatrywaliśmy się w taflę wody, w której odbijały się chmury i ciemniejące niebo. Słońce już chowało się za szczytami wzgórz, zostawiając jedynie różowo-pomarańczowe smugi na niebie.
– Czemu dzisiaj jesteś taka cicha? – zapytał.
– Tak jakoś. – Wzruszyłam ramionami.
Powinnam go przeprosić? Wypadałoby, jednak prędzej spaliłabym się ze wstydu, niż słowo „przepraszam” przeszłoby mi przez gardło. Wzięłam głęboki oddech i założyłam kosmyk włosów za ucho. Pomimo coraz niższej temperatury, mi było wręcz gorąco, chodź odczuwałam wieczorny chłód na nagiej skórze moich rąk.
– Skąd dokładnie pochodzisz? – ponownie przerwał ciszę.
– Z Bournemouth.
– Spodziewaj się mnie kiedyś. – Zaśmiał się.
– Chciałbyś je odwiedzić?
– Czemu nie? Trzeba ruszyć gdzieś tyłek, a nie tylko moje zadupie w Irlandii i teraz Londyn.
– Opowiedz coś o Irlandii.
– Jest chujowo. – Ponownie się zaśmiał. – Nie ma nic ciekawego. Deszcz i zimno. Lepiej powiedz mi coś o sobie. To będzie bardziej ciekawsze. Masz rodzeństwo?
– Mam starszego brata. A ty? – Spojrzałam na niego. On w tym samym czasie odwrócił głowę, łapiąc ze mną kontakt wzrokowy.
– Też. – Skinął głową.
Kolejne minuty mijały nam na rozmowie, żartach i opowiadaniu kompromitujących sytuacji z naszego rodzeństwa. Robiło się coraz chłodniej, ale my nie odczuwaliśmy tego za bardzo. Wraz z upływającym czasem, moje poczucie winy znikało i czułam się coraz swobodniej w towarzystwie Nialla.
W pewnym momencie dotarło do mnie, że zostało nam jedynie dwa dni, nie licząc soboty – dnia, kiedy wyjeżdżamy. Poczułam się dziwnie, z jednej strony chcąc wracać, z drugiej zaś niekoniecznie. Polubiłam Nialla i Louisa, miejsce pobytu również, lecz już z praktykami było gorzej.
– Co jest? Stało się coś? – zapytał blondyn, przerywając swoją opowieść o tym, jak pewnego wieczoru jego brat wymknął się z domu na imprezę, jednak jego rodzice go zauważyli i pojechali za nim do klubu.
– Nic. Tylko oświeciło mnie, że już za dwa dni wyjeżdżamy. – Wzruszyłam ramionami.
– I nie cieszysz się? Ja bardzo, chociaż spodobało mi się tu.
Pozostałam cicho, jedynie uśmiechnęłam się cierpko do niego. Objął mnie opiekuńczo ramieniem, pocierając je.
– A mnie oświeciło, że nie mam twojego numeru. Możesz mi go podać w razie, gdybyśmy za sobą zatęsknili? – Wyjął telefon, odblokował go i pojrzał na mnie.
– Jasne. – Zachichotałam i wpisałam mu mój numer, po czym oddałam urządzenie. Po chwili poczułam wibracje w kieszeni.
– Gotowe. Uśmiechnij się w końcu, bo nie wytrzymam. O, już wiem, co ci poprawi humor.
– Słucham ciebie.
Nie usłyszałam odpowiedzi, ale poczułam, jak ułożył swoje ciepłe dłonie na moich policzkach, a jego miękkie usta dotknęły moich. Byłam zaskoczona w obu znaczeniach, zdezorientowana, jednocześnie czując przyjemny dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa. Poczułam się jeszcze gorzej, niż czułam się wcześniej. Nie mogłam tak siedzieć bezczynnie, kiedy on całował moje usta, prawdopodobnie zdradzając tym swoją dziewczynę bądź narzeczoną, więc odsunęłam się od niego. Spojrzał na mnie ze zdezorientowaniem wymalowanym na twarzy, jednak nic nie powiedział.
– Nie mogę – powiedziałam, na co jedynie przytaknął i odsunął się ode mnie i odkrząknął.
Nie miałam pojęcia, co siedziało mu w głowie, żeby nagle wpadł na pomysł pocałowania mnie. Sama wczoraj to zrobiłam, ale nie wiedziałam, co robiłam. Dobra, to głupia wymówka i prawdopodobnie teraz zachowałam się jak niezdecydowana idiotka, ale już nic bym nie zmieniła.