piątek, 26 maja 2017

Rozdział 10.

Czwartkowego popołudnia miałam zły humor, a to wszystko przez Hannah niepotrafiącą przestać mówić w odpowiednim momencie. Czasem naprawdę zaczynałam się zastanawiać, dlaczego niektórzy ludzie byli tak bardzo ograniczeni i nie docierało do nich to, że świat szedł do przodu, więc wszystko się zmieniało, jedynie myślenie takich osobników pozostawało prymitywne, jakby ich mózgi pozostały pozamykane w bardzo szczelnych pudełkach.
Upewniłam się, że zamknęłam drzwi od wewnątrz, po czym ułożyłam się wygodnie na łóżku z telefonem podłączonym do ładowania oraz podpiętymi do niego słuchawkami. Chciałam obejrzeć kolejny film z listy moich zakładek i miałam nadzieję, iż to poprawiłoby mi choć trochę samopoczucie. Dla mojego większego zdenerwowania usłyszałam, jak ktoś pukał w drewnianą powłokę drzwi, zanim strona dobrze się jeszcze nie załadowała. Z westchnieniem irytacji podniosłam swój leniwy tyłek i otworzyłam drzwi. Spodziewałam się zobaczyć za nimi Hannah lub Nialla, ale jakież moje było zdziwienie, gdy tym kimś zakłócającym mój spokój okazał się być uśmiechający się od ucha do ucha Louis.
– Coś ty taka zmarnowana? – zapytał od razu.
– Tak jakoś.
Zaśmiał się donośnie.
– Chcesz jechać z nami do Würzburga? Z Niallerem ogarnęliśmy się dopiero, że dziś już czwartek, a trzeba coś kupić na wyjazd.
– Czemu nie? – Wzruszyłam ramionami.
Dopiero co stamtąd wróciliśmy… Ale prawdopodobnie oni też, jednak trzeba wykorzystać ostatnie dni tutaj i korzystać z ładnej pogody, o którą w Anglii trudno.
– Świetnie, zbieraj się.

*

Spacerowaliśmy znanymi już nam ulicami, po drodze wchodząc do interesujących nas sklepów. Louis z Niallem zaczęli żartować z niemieckiego akcentu i niektórych słów, a jakaś kobieta podeszła do nas, pytając o coś po niemiecku. My jedynie wzruszyliśmy ramionami i wymieniając się uśmiechami. Oddaliła się, kręcąc głową, a Niall nie mogąc już dłużej wytrzymać, zaśmiał się głośno.
Chodziliśmy już tak jakąś godzinę, o czym zorientowaliśmy się dopiero po tym, jak zaczęły nas boleć nogi, Louis zrobił się głodny, a temat rozmów zszedł na naprawdę głupie i żenujące rzeczy. Szatyn chciał, a wręcz błagał nas o to, abyśmy w końcu wrócili na dworzec. Tak też zrobiliśmy, po czym ja zajęłam stolik przed Subwayem, Louis zaś poszedł, by zamówić coś dla nas – na szczęście pracownicy tu znali mniej więcej angielski – a Niall poszedł w poszukiwaniu jeszcze jakiegoś sklepu, ponieważ nie kupił najważniejszego. Gdy otrzymaliśmy swoje kanapki, jedliśmy je w ciszy – chłopak był zbyt głodny, żeby myśleć w tej chwili o rozmowie.
Przez cały wyjazd rzadko kiedy miałam okazję z nim porozmawiać, jednak dzisiaj moje przypuszczenia, o tym, że był miły, potwierdziły się. Zdarzały mu się momenty bezczelności, ale to nie czyniło z niego nikogo złego. Każdy ma wady i zalety.
W końcu Niall dołączył do nas z torbą z logo sklepu dla dzieci, kończąc moją rozmowę z Louisem o nowym albumie rockowego zespołu. Blondyn nie był głodny, więc uznaliśmy, że pora wracać do Lohr.
– Poczekajcie – odezwał się Louis, po czym wszedł do kwiaciarni, którą mijaliśmy po drodze na odpowiedni peron.
– Po jaką cholerę go tam poniosło? – westchnął Niall. – Jeszcze mu mało?
– Może kwiaty dla mamy?
Niall wybuchnął śmiechem i pokręcił przecząco głową.
– Wróciłem! – po niemalże dziesięciu minutach usłyszeliśmy głos szatyna, niosącego w dłoni bukiet składający się z kilku frezji. – Śliczne kwiatki dla pięknej pani. – Wręczył mi kwiaty z szerokim i uroczym uśmiechem. Moje policzki zaczerwieniły się, gdy odebrałam nieśmiało rośliny i cicho podziękowałam.
– Chodźmy, bo się spóźnimy – odezwał się Niall za mną, zwracając na siebie naszą uwagę.
Zerknęłam na niego, kiedy szliśmy za nim w kierunku ruchomych schodów. Jego wyraz zmienił się, lecz nie mogłam odczytać z niej konkretnych emocji. Louis szedł ze mną ramię w ramię i ciągle o czym zawzięcie mówił, jednak mówił zbyt szybko, żebym mogła dobrze go zrozumieć. Zakończył śmiechem, po czym zapytał, czy zechciałabym wyjść z nim jeszcze dziś lub jutro na kawę. Zgodziłam się, bo właściwie czemu nie? Blondyn po usłyszeniu mojej twierdzącej odpowiedzi, gwałtownie odwrócił głowę w naszym kierunku, mając minę, jakby coś go naprawdę zirytowało. Nie wiedziałam, dlaczego poczułam lekkie ukłucie poczucia winy w klatce piersiowej przez to, że się zgodziłam. Mimo wszystko teraz nie odmówiłabym już Louisowi.

*

– Naprawdę?! – wykrzyknęła zdziwiona moja przyjaciółka, po tym jak powiedziałam jej, że Louis zaprosił mnie na kawę, gdy siedziałyśmy na ławkach przed budynkiem z nogami opartymi na brzegach skrzynki z piaskiem.
– Tak. Dokładnie tak…
– Zgodziłaś się? – zadała kolejne pytanie, nie pozwalając mi dobrze dokończyć słowa.
– Tak. Niby co innego miałam zrobić?
– Nie zgodzić się, proste. A kto tu idzie. – Dixie przerwała naszą rozmowę, gdy zobaczyła Nialla zbliżającego się do nas wraz z drugim chłopakiem z dłuższymi włosami, który był o głowę wyższy od niego. Oboje się uśmiechnęli, a towarzysz blondyna pomachał do nas. Przywitał się, po czym Niall przedstawił nam Harry’ego.
Irlandczyk usiadł obok mnie, a jego kolega zaraz obok niego, jakby bał się odstąpić go na krok. Lub tylko go pilnował…
Harry i Niall studiowali na tej samej uczelni i niektóre zajęcia mieli razem. Blondyn zdradził też, że brązowowłosy lubił imprezy, ogniska i inne sposoby na spędzanie czasu ze znajomymi, ważne, żeby były dobre przekąski i jakikolwiek alkohol. Harry zaczął temu zaprzeczać, ale jego śmiech go zdradził. Po kolejnych minutach rozmowy dołączył do nas Louis i usiadł na ławce, na której siedziała tylko Dixie, więc była wolna.
– Kim jesteś? – zapytał, spoglądając na kolegę blondyna i mrużąc przy tym podejrzliwie oczy.
– Tommo, czy ty coś piłeś? Przecież razem z nim mamy zajęcia, więc studiuje na tym samym uniwerku, więc powinieneś go znać – zdziwił się Niall, a widząc minę swojego przyjaciela, zaśmiał się głośno. Nie mogłam powstrzymać chichotu, ponieważ jego śmiech był naprawdę zaraźliwy.
– Jak? Co?
– Jesteś za bardzo rozkojarzony i nie zauważasz ludzi. Dobrze, że mnie jeszcze nie zgubiłeś.
Tym razem to Harry się zaśmiał, a Louis zbył całą rozmowę machnięciem ręki.

Chwilę później każdy znalazł temat do rozmów. Znaczy… to ja, Niall i Dixie to zrobiliśmy, a Louis był zajęty paleniem i przeglądaniem czegoś na swoim telefonie, Harry zaś nie mógł wbić się w temat naszej rozmowy, pomimo że pytałam go o pewne rzeczy, więc siedział i słuchał. Dopiero gdy szatyn wrzucił peta do skrzynki i schował telefon, spoglądając w niebo, chłopak z kręconymi włosami usiadł obok nich i szybko udało im się nawiązać rozmowę, już po chwili zawzięcie opowiadając coś oraz komentując.

środa, 19 kwietnia 2017

Rozdział 9.

Poprawiłam to ff i poprzednie rozdziały 6 i 7 połączyłam w jeden, więc jeśli ktoś nie czytał po drugim opublikowaniu 8, niech tego nawet nie tyka, tylko wróci do poprzedniego. Proponowałabym także przeczytać całość jeszcze raz, jeśli wam się chce. Wróciłam już z Hiszpanii, więc rozdziały będą pojawiać się częściej.

×××

Louis
Było już przed dwudziestą trzecią i chłopaki na razie poszli do swoich pokoi, żeby nie było przypału. Nie miałem, co ze sobą zrobić, więc gra na telefonie wydawała się idealna na zbicie czasu. Horan szlajał się gdzieś z Fay i póki co miałem pokój dla siebie. Nagle drzwi uchyliły się, a do środka wszedł zadowolony Irlandczyk. Niemalże tańcząc, podszedł do swojego łóżka.
– Co ci? – zapytałem, gdy zerkałem na niego znad ekranu telefonu. – Za bardzo wczułeś się w degustację alkoholu niemieckiego?
– Ja i alkohol? Louis, nie szalej – prychnął i zaśmiał się, po tym jak usiadł.
Wyglądał na zjaranego, ale Niall nie palił ani nie brał, więc musiało mu zaszkodzić jakiś alkohol. Jasne, śmiał się na trzeźwo z wielu rzeczy, lecz ten jego uśmiech i to, w jaki sposób szedł, były podejrzane. Jak tak patrzyłem na niego, nie mogłem powstrzymać śmiechu, gdy szczerzył się do telefonu. Dopiero teraz zauważyłem „FAY” na jego białej koszulce. Wyglądało to, jakby ktoś mu coś wylał na kształt liter. Chciałem już o to zapytać, ale ugryzłem się w język.
– Jasne, jasne. Co brałeś?
– Nic. – Wzruszył ramionami. Wziął ubrania do przebrania i poszedł do łazienki. – Wiem, że nie odpuścisz, więc od razu powiem, że całowałem się z Fay, a ty nadal z nikim – dodał, zanim zamknął drzwi za sobą.
Przeanalizowałem jeszcze raz to, co powiedział i wybuchnąłem śmiechem. Nie wiedziałem, po co mi była ta informacja, ale niech mu będzie.
Po tym jak Niall wyszedł z łazienki, sam poszedłem wziąć prysznic, gdyż chłopaki uznali, że już nie chciało im się przychodzić. Po położeniu się jedynie rzuciłem okiem na Nialla, który zawzięcie z kimś pisał, ostatnimi siłami powstrzymując się przed zaśnięciem. Nie komentowałem jego wyznania, choć nadal chciało mi się śmiać.

*

Fay
Kolejnego dnia wieczorem znów umówiłam się z Niallem w naszym stałym miejscu spotkań. Na kolacji pojawiła się cała grupa studentów z Londynu, natomiast brakowało jedynie Nialla, ale pewnie spał, odpoczywając po praktykach. Dochodziła już godzina dwudziesta, więc wraz z Dixie wyszłam na zewnątrz. Moja przyjaciółka została na ławce przed budynkiem, ponieważ chciała tylko zapalić i zadzwonić do chłopaka, zaś ja skierowałam się nad staw. Oczywiście wiedziała, gdzie szłam, ponieważ stwierdziłam, iż ukrywanie przed nią spotkań z blondynem było bez sensu.
Zeszłam po kamiennych schodkach prowadzących na stołówkę, gdy nagle usłyszałam znajomy irlandzki akcent. Zatrzymałam się, gdy zauważyłam go chodzącego w tę i z powrotem, rozmawiając przez telefon podenerwowanym tonem. Wyglądał na zdenerwowanego, a dłoń niespokojnie przebiegająca co chwilę przez jego blond włosy tylko utwierdzała mnie w tym przekonaniu. W końcu usiadł na jednym z dużych kamieni ustawionych wzdłuż alejki za stołówką. Podeszłam bliżej, starając się pozostać niezauważoną. Teraz pomagało mi to, że Niall oparł czoło o rękę wspartą na kolanie. Westchnął zrezygnowany. Byłam na tyle blisko, że mogłam usłyszeć to, co mówił. Może i zachowywałam się wścibsko, gdy podsłuchiwałam jego prywatną rozmowę, jednak coś w środku podpowiadało mi, żebym nie oddalała się, a miała go na oku.
– Po prostu daj mi ją do telefonu – powiedział cicho i nastała chwila ciszy. – Cześć, kochanie. – Ton jego głosu już w najmniejszym stopniu nie był taki jak przed chwilą, a spokojny i można było usłyszeć w nim nutę radości.
Zaskoczyły mnie jego słowa… Miał dziewczynę? Nagle wspomnienia z poprzedniego wieczoru i poczucie winy spadły na mnie jak kubeł lodowatej wody. Przecież ja głupia go pocałowałam i nawet nie pomyślałam o tym, że może kogoś mieć!
Głupia, samolubna, niemyśląca idiotka.
Chęć spotkania z blondynem uleciała ze mnie wraz z ostatkami pewności siebie. Przez moment zastanawiałam się pomiędzy zaczekaniem na niego i udawaniem, że wczoraj nic się nie wydarzyło, choć to byłby największy idiotyzm, a tym, żeby sobie pójść i wymyślenie jakiejś głupiej wymówki. Zdecydowałam na to pierwsze, lecz moje ciało postanowiło odwrócić się, wracając do budynku. Nie przeszłam jednak daleko, nadeptując na suchą gałąź, która złamała się z głośnym chrupnięciem. Przeklęłam w myślach i przyśpieszyłam kroku. Już byłam w połowie kamiennych schodków, kiedy usłyszałam swoje imię. Tym razem przekleństwo opuściło moje usta. Wymusiłam jak najszczerszy uśmiech, zanim się odwróciłam. Irlandczyk szedł w moim kierunku, także się uśmiechnął, a gdy był już blisko, wyciągnął w moim kierunku swoją dłoń, którą niepewnie chwyciłam.
– Gdzie szłaś? – zapytał, kiedy stanęłam obok niego.
– Um… rozmawiałeś przez telefon, nie chciałam ci przeszkadzać – skłamałam, patrząc wszędzie, tylko nie na jego twarz.
– Ale już skończyłem, więc możemy zająć się sobą.
Z uśmiechem na twarzy i wciąż trzymając moją dłoń, poprowadził mnie w kierunku stawu. Spojrzałam na niego ukradkiem, nie wyglądał, jakby miał za złe to, co zrobiłam wczoraj. Lub był świetnym aktorem i dobrze ukrywał emocje.
Czułam się naprawdę nieswojo w jego towarzystwie ze świadomością, że prawdopodobnie w Anglii czekała na niego jego dziewczyna albo może nawet narzeczona, a tutaj, gdy ona nie widziała, spędzał czas ze mną. Dotyk jego dłoni na mojej wręcz palił moją skórę. Chciałam wyrwać ją z uścisku, ale jakby włączyła mi się wewnętrzna blokada. Szłam z nim jak zaczarowana, nie mogąc się odezwać, zrobić czegokolwiek poza przerabianiem nogami, by za nim nadążyć, a moje serce waliło mi w piersi.
Gdy dotarliśmy na mostek, Niall usiadł na swoim stałym miejscu na mostku, a ja niepewnie zajęłam miejsce po jego prawej stronie. Nic nie mówiliśmy, jedynie wpatrywaliśmy się taflę wody, w której odbijały się chmury i ciemniejące niebo. Słońce już chowało się za szczytami wzgórz, zostawiając jedynie różowo-pomarańczowe smugi na niebie.
– Czemu dzisiaj jesteś taka cicha? – zapytał.
– Tak jakoś. – Wzruszyłam ramionami.
Powinnam go przeprosić? Wypadałoby, jednak prędzej spaliłabym się ze wstydu, niż słowo „przepraszam” przeszłoby mi przez gardło. Wzięłam głęboki oddech i założyłam kosmyk włosów za ucho. Pomimo coraz niższej temperatury, mi było wręcz gorąco, chodź odczuwałam wieczorny chłód na nagiej skórze moich rąk.
– Skąd dokładnie pochodzisz? – ponownie przerwał ciszę.
– Z Bournemouth.
– Spodziewaj się mnie kiedyś. – Zaśmiał się.
– Chciałbyś je odwiedzić?
– Czemu nie? Trzeba ruszyć gdzieś tyłek, a nie tylko moje zadupie w Irlandii i teraz Londyn.
– Opowiedz coś o Irlandii.
– Jest chujowo. – Ponownie się zaśmiał. – Nie ma nic ciekawego. Deszcz i zimno. Lepiej powiedz mi coś o sobie. To będzie bardziej ciekawsze. Masz rodzeństwo?
– Mam starszego brata. A ty? – Spojrzałam na niego. On w tym samym czasie odwrócił głowę, łapiąc ze mną kontakt wzrokowy.
– Też. – Skinął głową.
Kolejne minuty mijały nam na rozmowie, żartach i opowiadaniu kompromitujących sytuacji z naszego rodzeństwa. Robiło się coraz chłodniej, ale my nie odczuwaliśmy tego za bardzo. Wraz z upływającym czasem, moje poczucie winy znikało i czułam się coraz swobodniej w towarzystwie Nialla.
W pewnym momencie dotarło do mnie, że zostało nam jedynie dwa dni, nie licząc soboty – dnia, kiedy wyjeżdżamy. Poczułam się dziwnie, z jednej strony chcąc wracać, z drugiej zaś niekoniecznie. Polubiłam Nialla i Louisa, miejsce pobytu również, lecz już z praktykami było gorzej.
– Co jest? Stało się coś? – zapytał blondyn, przerywając swoją opowieść o tym, jak pewnego wieczoru jego brat wymknął się z domu na imprezę, jednak jego rodzice go zauważyli i pojechali za nim do klubu.
– Nic. Tylko oświeciło mnie, że już za dwa dni wyjeżdżamy. – Wzruszyłam ramionami.
– I nie cieszysz się? Ja bardzo, chociaż spodobało mi się tu.
Pozostałam cicho, jedynie uśmiechnęłam się cierpko do niego. Objął mnie opiekuńczo ramieniem, pocierając je.
– A mnie oświeciło, że nie mam twojego numeru. Możesz mi go podać w razie, gdybyśmy za sobą zatęsknili? – Wyjął telefon, odblokował go i spojrzał na mnie.
– Jasne. – Zachichotałam i wpisałam mu mój numer, po czym oddałam urządzenie. Po chwili poczułam wibracje w kieszeni.
– Gotowe. Uśmiechnij się w końcu, bo nie wytrzymam. O, już wiem, co ci poprawi humor.
– Słucham ciebie.
Nie usłyszałam odpowiedzi, ale poczułam, jak ułożył swoje ciepłe dłonie na moich policzkach, a jego miękkie usta dotknęły moich. Byłam zaskoczona w obu znaczeniach, zdezorientowana, jednocześnie czując przyjemny dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa. Poczułam się jeszcze gorzej, niż czułam się wcześniej. Nie mogłam tak siedzieć bezczynnie, kiedy on całował moje usta, prawdopodobnie zdradzając tym swoją dziewczynę bądź narzeczoną, więc odsunęłam się od niego. Spojrzał na mnie ze zdezorientowaniem wymalowanym na twarzy, jednak nic nie powiedział.
– Nie mogę – powiedziałam, na co jedynie przytaknął i odsunął się ode mnie i odchrząknął.

Nie miałam pojęcia, co siedziało mu w głowie, żeby nagle wpadł na pomysł pocałowania mnie. Sama wczoraj to zrobiłam, ale nie wiedziałam, co robiłam. Dobra, to głupia wymówka i prawdopodobnie teraz zachowałam się jak niezdecydowana idiotka, ale już nic bym nie zmieniła. 

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Rozdział 8.

Przez plac przeszłam powoli. Jeszcze tego brakowało, żeby zobaczyli, jak biegłam. Zatrzymałam się tuż za rogiem stołówki. Zauważyłam Nialla i Líę siedzących na mostku. Z tego, co udało mi się zauważyć, nie trzymali się za ręce, nie całowali się, tylko rozmawiali jak para dawnych znajomych. Miałam nadzieję, że Niallowi po tym nic nie odwali. Mimo że był dla mnie obcy, martwiłam się o niego. Widać, że nie miał łatwego życia, jedynie przez te dwa tygodnie tutaj jakoś mógł odetchnąć. Naprawdę chciałam mu pomóc, ale też nie chciałam włazić w jego życie.

*

Dziś wyjątkowo ucieszona wróciłam z praktyk, ponieważ już był wtorek, co oznaczało, że pozostało jedynie trzy dni tej męki. Mój entuzjazm nieco przygasł, gdy na stołówce zobaczyłam rozglądającego się Nialla. Prawdopodobnie szukał miejsca, choć nie musiał, bo Louis siedział z dziewczyną z ich grupy, a dla blondyna nie powinien to być problem. Ja oczywiście siedziałam sama, ponieważ z Hannah nie miałam zamiaru dzielić swojego czasu, a reszta miała drugą zmianę, więc wracali po szesnastej. Zauważyłam, że Irlandczyk przyglądał mi się, speszona szybko spuściłam wzrok na swój talerz, udając, że nic nie widziałam. Już po chwili poczułam obok siebie jego obecność i zapach perfum, których używał.
– Mogę? – zapytał. Spojrzałam na niego, a on już siadał, uśmiechając się do mnie szeroko.
– Jasne. – Wzruszyłam ramionami. I tak bym mu nie odmówiła, bo i tak siedział, więc prędzej ziemia pode mną by się rozstąpiła, niż ja odważyłabym się go stąd wygonić.
Zaśmiał się i zabrał się za konsumowanie swojej porcji.
– Masz jakieś plany na teraz?
– Z planami tutaj nie za bardzo można zaszaleć. Czemu pytasz?
Lía już wyjechała, więc nie ma z kim spędzać czasu – przeszło mi przez myśl. Przeklęłam siebie w duchu.
– Pójdziesz ze mną do sklepu? Louis mnie zostawił i nie mam przyjaciół. – Dla podkreślenia swoich słów zrobił smutną minę.
Jak mogłam mu odmówić? Nawet gdyby oszczędziłby tego wyrazu twarzy i tak bym tego nie zrobiła. Czasem miałam naprawdę dosyć siebie.
Poczułam dziwne uczucie w brzuchu, bo jakieś pięć minut temu zastanawiał się, czy iść do swojego przyjaciela, czy może usiąść ze mną. Co oznaczało, że to on zostawił Louisa, nie na odwrót…
– Czemu nie? Nie mam nic lepszego do roboty, poza odgniataniem sobie tyłka, a spacer nikomu nie zaszkodzi.
– Świetnie.
Oboje skończyliśmy swoje porcje, gdy dosiadł się do nas Louis. Nie był on w najlepszym humorze, co rozpoznałam po jego minie oraz z jakim impetem postawił talerz na stoliku. Niall spojrzał na niego pytającym wzrokiem, na co szatyn tylko prychnął. Mogę już teraz zapaść się pod ziemię?
– Grace mnie wkurwiła – odpowiedział, widząc nasze zdezorientowanie. Chwycił za widelec, chcąc w spokoju dokończyć jedzenie.
– O co poszło? – zapytał Niall, odkładając sztućce i opierając się wygodnie o oparcie.
– Co? Już nie ma tej Hiszpanki i nie masz w co wtykać nosa? – warknął.
Uniosłam brwi na jego zachowanie, ponieważ Louis nie wyglądał na agresywnego czy gotowego obrazić przyjaciela. Bardziej był jak wielki pluszak chcący wszystkim pomagać i każdego pocieszać, i oczywiście przytulać.
– Uspokój cycki, Tommo. To moja kuzynka – wyjaśnił Niall, a Louis prawie zakrztusił się listkiem sałaty, który właśnie wziął do ust. Sama zszokowana musiałam odchrząknąć, by nie udławić się śliną. – Jak chciałeś, mogłeś ją brać, ale już za późno – dodał spokojnie.
– Jak to kuzynka? – spytał szatyn, po tym jak doprowadził się do porządku.
– Normalnie. Mam rodzinę w Hiszpanii. Widzisz, taki zbieg okoliczności. Rzadko mamy okazję porozmawiać, tym bardziej zobaczyć się, a tu proszę.
– Jasne, jasne.
– Jak słońce, Tommo.
Louis nie wiedział? Zresztą zna go lepiej i mógł przewidzieć, lecz tym razem nie trafił. Prędzej bym się spodziewała, że to jego tymczasowa kochanka niż kuzynka.

*

Przez całą drogę Niall opowiadał mi o Líi i kulturze w Hiszpanii. Ja jedynie przytakiwałam lub pytałam o coś, co nie za bardzo rozumiałam. Dowiedziałam się, że była od niego rok młodsza, studiowała projekt krajobrazu na uniwersytecie w Sevilli. Powiedział, że nie musiałabym być zazdrosna, na co szybko zaprzeczyłam, czerwieniąc się na twarzy, a on zaśmiał się.
Zaciekawiło mnie to, że Hiszpanie rozpoczynali pracę głównie około godziny dziesiątej, od czternastej do siedemnastej mieli sjestę, po której znów wracali do pracy. Sjesta była czymś w stylu ciszy nocnej z tą różnicą, iż był to środek dnia. W tych godzinach przypadała najgorętsza pora dnia, więc podczas tej przerwy ludzie wracali do domów.
Wzięliśmy dla siebie potrzebne rzeczy, Niall jeszcze zdecydował, aby wziąć czarne jagody i po dwa piwa dla naszej dwójki. Ten trunek nie kosztował nie więcej niż jedno euro, więc można było szaleć. Po zapłaceniu za zakupy, wróciliśmy do ośrodka.

*

Z Niallem umówiliśmy się o dwudziestej nad stawem, czyli tam, gdzie zwykle, ponieważ nam obojgu odpowiadało to miejsce. Moje współlokatorki szykowały się do klubu, czego ja odmówiłam, kłamiąc, że źle się czułam. Jedynie Dixie powiedziałam prawdę, gdy Alex i Miley nie słyszały, na co przyjaciółka posłała mi znaczący uśmiech.
Kiedy tylko nasza dwójka została w pokoju, szybko przebrałam się w swój zwyczajny strój – zwykła koszulka, dżinsy, bluza i trampki. Uczesałam włosy, po czym wyszłyśmy. Zdecydowałyśmy, żebym ja wzięła klucz, a w razie co ona dałaby mi znać, gdyby miały w zamiarze wrócić przed dwudziestą trzecią.
Nie musiałam czekać na Nialla, gdyż spotkaliśmy się tuż po wyjściu z budynku. Chłopak uśmiechnął się na mój widok, a ja mu pomachałam.
Zobaczyłam znajomego chłopaka, który mijał się z Niallem i chyba był homoseksualistą. Nie wiedziałam, czy blondyn rozpoznał go. Oby nie. Lecz nie wszystko musiało pójść po mojej myśli, bo Niall jednak rozpoznał rudowłosego i spojrzał na niego z obrzydzeniem wymalowanym na twarzy. Na szczęście już nic nie powiedział, co mogłoby bardziej urazić tego biednego chłopaczynę. Podszedł do mnie, a ja popatrzyłam na niego spod przymrużonych powiek, na co tylko wzruszył ramionami.
– Gotowa na nasz wieczór? – zapytał, gdy schodziliśmy po kamiennych schodkach prowadzących na stołówkę, którą należało ominąć, żeby przejść na polanę.
– Ja zawsze. – Zaśmiałam się. – A ty?
Po części to było kłamstwo, ponieważ za każdym razem, kiedy mieliśmy się spotkać, stresowałam się jak cholera. Sama nie wiedziałam czym. Prawdopodobnie tym, że mogłam palnąć jakąś głupotę, przez którą blondyn miałby ze mnie ubaw do końca życia lub nie będziemy mieli tematów do rozmów.
– Jak zawsze zwarty i gotowy.
Usiedliśmy na trawie nad brzegiem stawu. Patrzyłam, jak Niall ustawiał butelki z piwem, obok nich postawił pudełko z jagodami i rzucił paczkę popcornu.
– Dlaczego jesteś taki? – wypaliłam bez wcześniejszego przemyślenia tego. Może mnie nie zje.
Podniósł na mnie wzrok i zmarszczył czoło.
– Jaki?
Wzięłam głęboki oddech. Skoro już zaczęłam i dostałam okazję, musiałam to dokończyć.
– No... taki. Tych dwóch chłopaków nic ci nie zrobili, są razem, są szczęśliwi, więc...
– Jakie chłopaki...? – zastanowił się. – Ach... Właśnie, są razem, chociaż nie powinni. To burzy porządek świata, nie rozumiesz tego? Obaj powinni mieć dziewczyny, z którymi powinni się ruchać i mieć dzieci. Sobie nawzajem ich nie zrobią. Chyba że o czymś nie wiemy. – Wziął jedną z butelek, otwierając ją za pomocą drutu na barierce.
– Przestań pieprzyć, Niall – syknęłam wkurzona przez zaciśnięte zęby.
– Na razie nie mam co – odparł ze spokojem i upił łyk piwa.
Przewróciłam oczami, zaciskając szczękę. Sama chwyciłam drugą butelkę. Ta rozmowa jednak nie przebiegłaby spokojnie, jeśli się nie napilibyśmy.
– Każdy jest inny i każdy zasługuje na miłość, a zdanie takiego człowieczka jak ty świata nie zbawi. Ty zrozum to – powiedziałam i wzięłam spory łyk.
– A jeśli nie zrozumiem? Może ty zbawisz świat, co? – odparł zgryźliwie, jednak już nie tak pewnie jak wcześniej.
Postanowiłam odpuścić. I tak moje gadanie nic by nie wskórało. Kolejne minuty upłynęły nam na słuchaniu krzyków i śmiechów dobiegających z ośrodka, szumu płynącej wody i świerszczy. Powoli zaczynało się ściemniać, piwa w naszych butelkach ubywać, a my z każdym łykiem byliśmy coraz bardziej wstawieni.
– Posłuchaj tego – odezwał się Niall. Odwróciłam się w jego kierunku, on zrobił to w tym samym czasie, a jego wąskie usta rozciągnęły się w szerszym uśmiechu. – Znasz ten kawał?
– Na razie nie wiem, o którym mówisz.
– Dziennikarz pyta gościa przy ścianie płaczu: „O co się pan modli?”, „O to, aby skończyły się głód i wojny na świecie”, „I?”, „Jakbym gadał do ściany”. – Zaśmiał się, sama nie mogłam powstrzymać śmiechu. – O kurwa, twój śmiech. – Zaczął śmiać się jeszcze bardziej, zakrywając twarz dłońmi i upadając na plecy.
Alkohol dodał mi nieco odwagi, żebym usiadła okrakiem na jego biodrach. Zamilkł i popatrzył na mnie zdziwiony, ale po chwili znów się uśmiechał.
– Masz coś do mojego śmiechu? – zapytałam, opierając ręce na jego torsie. Niall położył dłonie na moich biodrach, na co przeszły mnie ciarki.
– Jest... śmieszny.
– Lepiej śmieszny niż uroczy, nie? – zironizowałam. Sięgnęłam po opakowanie jagód i otworzyłam je. – Masz szczęście, że tego nie powiedziałeś, bo dostałbyś w twarz.
– Od ciebie? – Zaśmiał się. – Nie wyglądasz na taką, która by uderzyła kogokolwiek.
– A chciałbyś się przekonać? Otwórz buzię – poprosiłam, biorąc kilka owoców.
– Po co? Nie.
– To nie.
Wsypałam je sobie do ust, po czym wzięłam ich nieco więcej i roztarłam je na jego białej koszulce, pisząc swoje imię. Wiedziałam, że się to nie odpierze, ale przynajmniej będzie miał jakąś pamiątkę i będę miała pewność, że o mnie nie zapomni.
– Ej, kurwa, co ty robisz? Przecież to nie zejdzie! – krzyknął zabawnie piskliwym głosem i nie mogłam się nie zaśmiać. – To wcale nie jest śmieszne!
Wyglądał komicznie z obrażoną i zdegustowaną miną. Widział, że z to mnie nie ruszyło. Wydął wargi niczym obrażony pięciolatek. Nie wiedziałam, co mną kierowało w tamtym momencie, ale też nie mogłam się powstrzymać, żeby tego nie zrobić, więc pochyliłam się i musnęłam jego usta swoimi. Popatrzyłam na niego przez chwilę. Był zdezorientowany. Oblizałam usta i ponownie złączyłam nasze usta, tym razem dłużej, a Niall odwzajemnił to. Ciarki przebiegły w dół mojego kręgosłupa, kiedy jego spękane usta dotykały moje. Czułam przyjemne łaskotanie w brzuchu. Mogłam przysiąc, że ta chwila mogłaby trwać wiecznie.

sobota, 4 marca 2017

Rozdział 7.

Niall leżał na trawie tuż przy wodzie, wystarczyłby jeden gwałtowniejszy ruch i wpadłby do niej. Twarz miał zakrytą dłońmi i cały drżał. Nie wiedziałam, czy płakał, śmiał się, czy może miał atak padaczki. Nie zastanawiałam się nad tym, lecz z szybko bijącym sercem podbiegłam do niego, upadając przed nim na kolana.
– Niall – starałam się zwrócić na siebie jego uwagę. Złapałam ręce chłopaka, by odciągnąć je od twarzy, ale nie spotkałam się z żadną reakcją z jego strony. – Niall – powtórzyłam głośniej – to tylko ja, Fay.
Popatrzyłam na niego z przygryzioną wargą. Tym razem zareagował; opuścił ręce wzdłuż ciała i spojrzał na mnie z kamiennym wyrazem twarzy. Niestety było za ciemno, abym mogła dostrzec jakiekolwiek oznaki jego stanu sprzed kilku minut. Bez słowa usiadł i następnie wstał. Ja zaś patrzyłam na niego zdziwiona jego zachowaniem. Dopiero gdy chciał zrobić krok, zauważyłam, że było z nim coś nie tak, bo zachwiał się. Znów musiał się upić. Poderwałam się na równe nogi i od razu objęłam go w pasie, zapobiegając jego upadkowi.
– Zaprowadzę cię do pokoju.
– Nic nie mów – mruknął, ale nie sprzeciwiał się; to były jedyne słowa Irlandczyka w drodze do pokoju, który dzielił z Louisem, zdradził mi jedynie, pod jakim numerem mieszkali.

*

Każdy z nas liczył na choć trochę późniejszą pobudkę, ale oczywiście musieliśmy wstać o siódmej, bo już o dziewiątej mieliśmy S-Bahnę do Berlina. Teraz ledwo żywi chodziliśmy po ulicach stolicy Niemiec, słuchając fascynujących opowieści o tym mieście, które szczerze mówiąc, mało kogo obchodziły i nie były tak świetne, jak twierdzili nasi opiekunowie. Każdy był zajęty rozmowami i odliczaniem czasu aż w końcu pójdziemy na obiad, a potem już tylko zostaną dwie godziny chodzenia i powrót do hotelu. Kolejny dzień minął podobnie, z tą różnicą, że w niedzielę mogliśmy spać aż do ósmej. Podsumowując, w Berlinie najciekawszą atrakcją był dworzec główny w całości wykonany ze szkła oraz muzeum figur woskowych Madame Tussaud.
Dla mnie jeszcze jednym pocieszeniem było to, że byliśmy jakby połączeni z grupą z Londynu, wiec wszystkie wycieczki mieliśmy razem, co za tym szło, miałam kontakt z Niallem i Louisem, przy okazji Dixie miała okazję na bliższe poznanie ich. Cieszyłam się z ich obecności, bo prawdopodobnie gdyby nie oni, zanudziłabym się, pomimo że byłam wraz z moją przyjaciółką. Ją znałam od dawna i wiedziałam o niej wiele. Niall natomiast mógł skrywać tajemnice, sam w sobie był tajemniczy. Nie chciałam, żeby od razu opowiadał mi całą historię swojego życia, ponieważ to niekoniecznie mnie obchodziło. Najbardziej chciałam zrozumieć jego psychikę, skąd u niego wzięła się ta niechęć do osób homoseksualnych. Mimo wszystko nie tylko to trzymało mnie przy nim. Był naprawdę dobrym rozmówcą, jak i towarzyszem, po prostu nie można było się z nim nudzić. Może i czasem, gdy widziałam go z Líą, gdzieś bardzo, bardzo głęboko odczuwałam jakąś niechęć do tej kobiety i w pewnym sensie zazdrość. Powiedziałabym także, iż była to złość, ale jedyne na kogo mogłam być zła, to byłam to ja za bycie tak nudną, że praktycznie nikt nie chciał utrzymywać ze mną dłuższych kontaktów. Na samą myśl o tym skręcało mnie w żołądku i jedyną rzeczą, na jaką miałam ochotę, było zapadnięcie się pod ziemię, aby nikomu nie zawadzać.
Czasem naprawdę miałam dość swojej osobowości i zazdrościłam innym pewności siebie, której ja nie miałam za grosz. Dla mnie sukcesem było to, że w ogóle zdołałam się odezwać do Nialla i nie spanikowałam, uciekając do pokoju, tuż po tym, jak wpakował swój zadek pomiędzy mnie a Dixie pierwszego dnia. Ogromnym zdziwieniem zaś było to, iż po upływie już ośmiu dni, on nadal ze mną rozmawiał, dosiadał na stołówce lub nawet sam wychodził z inicjatywą wspólnego spotkania. Gdyby to ja miała proponować spotkania, to cóż... Niall prawdopodobnie już dawno nie pamiętałby w ogóle, że ze mną kiedykolwiek rozmawiał. Miałam tylko nadzieję, że z moją osobowością poradzę sobie w życiu.
Prawdopodobnie nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie siedziały z Dixie i jeszcze kilkoma innymi osobami z naszej grupy do późna przed budynkiem na ławkach. Tym razem dosiadło się do nas dwóch Portugalczyków. Na szczęście mówili biegle po angielsku, więc nie mieliśmy problemu z dogadaniem się z nimi. Oczywiście ja od czasu wtrąciłam swoje lub chciałam to zrobić, ale zostałam chamsko zignorowana, zatem zażenowana spuszczałam głowę, próbując sobie wmówić, że mnie tam nie było, a oni nic nie słyszeli. W międzyczasie dołączyły do nas Alex z Miley, teraz naprawdę nie miałam co tam szukać uwagi.
Odkąd wróciliśmy z Berlina, nie widziałam Nialla, zaś na Louisa wpadłam kilka razy, kiedy szedł sam bądź ze swoimi kumplami, lecz nie było z nim jego przyjaciela. Być może szatyn miał rację, co do wyjazdu Hiszpanki i tego, że blondyn chciał się z nią pożegnać. Niech korzysta, póki może.
Poniedziałek nadszedł zbyt szybko. Jeżeli nie umrzemy przez ten tydzień, będzie cudownie. Od razu jak wróciłam z praktyk i obiadu, walnęłam się na łóżko, uprzednio zamykając drzwi na klucz. Obiło mi się o uszy, że grupa z Sevilli zostaje jeden dzień dłużej, ponieważ lot mają dopiero wieczorem w poniedziałek, więc po południu muszą wyjechać. Przewidziałam, czym Niall będzie zajęty, zatem nie miałam zamiaru mu przeszkadzać.
Nagle przypomniał mi się incydent sprzed kilku dni... Zerwałam się z łóżka, otwierając, a następnie zamykając drzwi od zewnątrz i wybiegłam z budynku, kierując się w miejsce, gdzie najczęściej przesiadywaliśmy oraz dla nas obojga było ono ulubionym.

niedziela, 12 lutego 2017

Rozdział 6.

Mijał kolejny dzień pobytu w Niemczech i jeden dzień praktyk mniej do odbycia. Dziś wracałam z Hannah – znajomą z uniwersytetu, znałyśmy się z zajęć literatury angielskiej, które kilka razy miałyśmy razem. Do odjazdu pociągu, którym mogłyśmy się dostać z powrotem do Lohr, miałyśmy jeszcze pół godziny, więc chodziłyśmy po sklepach znajdujących się na dworcu. Niestety tylko oglądałyśmy ubrania, pamiątki i inne rzeczy, ponieważ były tu głównie markowe sklepy, gdzie za zwykłą koszulkę wartą dziesięć funtów chcieli czterdzieści euro. Pamiątki zaś nie były aż tak bardzo zachwycające, żeby wydać na nie te kilka euro. Jedyne, czym się zadowoliłyśmy, to kawa kupiona w Starbucksie, bo gdzieżby indziej. Dla Hannah nie istniało nic poza tą sieciówką. Na szczęście nie było kolejek, ponieważ w innym wypadku nie było mowy, abyśmy zdążyły na S-Bahnę, gdyż pociągi, jak i inne środki publicznego transportu, zawsze przyjeżdżały punktualnie.
Gdy zeszłyśmy już na odpowiedni peron, z daleka mogłam usłyszeć ten znajomy śmiech, a dopiero potem zobaczyłam blond włosy z prześwitującym brązem. Hannah po zauważeniu ich zaczęła coś tam mówić o tym, że Niall nie powinien zakładać obcisłych spodni, żeby nie chwalić się swoim płaskodupiem.
– To ty powiedziałaś, że chwali się tyłkiem. Może chwali się tym, co ma w bokserkach? – rzuciłam opryskliwie. Po chwili zdałam sobie sprawę z tego, co powiedziałam, czując piekące ciepło na policzkach. Nie tak, że byłam jakąś cnotką niewydymką. Po prostu nigdy nie rozmawiałam z nikim o tym w taki sposób, nawet w żartach, oprócz Dixie czy Miley. Choć z tą drugą unikałam tego tematu jak ognia, bo u niej seks polegał jedynie na wkładaniu i wyjmowaniu. Nie istniały dla niej żadne pojęcia związane z tą kwestią, więc rozmawianie z nią o tym stawało się dla mnie odpychające i obrzydzające.
Spodziewałam się jakiejś kąśliwej uwagi ze strony mojej znajomej, lecz ona zaśmiała się i przytaknęła. Niall był z Louisem i jeszcze jednym chłopakiem, i dziewczyną z ich grupy. Gdy tylko blondyn nas zauważył, pomachał nam, więc podeszłyśmy do nich, witając się z nimi.
– Już po? – zapytał Louis.
– W końcu – odpowiedziałyśmy jednocześnie, na co Louis zaśmiał się cicho, zaś Niall miał zbyt donośny głos, by jego śmiech nie był słyszalny z daleka.
Zanim pociąg przyjechał, zdążyliśmy wymienić krótkie zdania o tym, co robiliśmy na praktykach.
– Niall jest dziwny. Ma dziwny akcent. Jak ty go rozumiesz i dlaczego jeszcze nie złamałaś sobie języka, jak wymawiasz jego imię? – Hannah ponownie zabrała głos, gdy już zajęłyśmy swoje miejsca w pociągu, a ja powstrzymałam ochotę przewrócenia oczami. – A ten jego kumpel ma taki kobiecą urodę i piskliwy głos. Wyglądają jak para gejów.
– Możesz skończyć? – powiedziałam to ostrzejszym tonem, niż miałam w zamiarze. Przez chwilę poczułam poczucie winy, lecz zniknęło ono wraz ze wspomnieniem jej słów. Hannah była takim typowym człowieczkiem, który miał mózg zamknięty w pudełku i zmiany świata nie docierały do niego.
– Podobają ci się? Chcesz mieć z nimi trójkącik? – zapytała z ciekawością zmieszaną z kpiną.
Tę uwagę z przewróceniem oczami puściłam mimo uszu i zaczęłam przeglądać zdjęcia na moim telefonie. W duchu dziękowałam chłopakom, że usiedli na drugim końcu wagonu, więc nie było mowy, żeby ją usłyszeli.
Niekoniecznie przepadałam za tą dziewczyną, głównie ze względu na to, że zawsze oceniała ludzi już na wejściu, bez lepszego poznania ich. Poza tym miała wiele negatywnych cech, którymi odpychała od siebie ludzi.
Nie rozumiałam tego, jak można był być tak wścibskim i oceniać ludzi z góry, i nie mieć żadnych wyrzutów sumienia. Gdy patrzyłam na każdą osobę mnie otaczającą, miałam wrażenie, że prawdopodobnie tylko ja przejmowałam się tym, co mówiłam, jeśli nie zabrzmiało to tak, jak chciałam. Sądziłam, że ton mojego głosu mógł urazić tę drugą osobę lub mogłam zabrzmieć dziwnie, przez co mój rozmówca miał kolejny powód, żeby mnie wyśmiać albo pomyśleć nie wiadomo co o mojej osobie. Niestety byłam taka, że przejmowałam się opinią innych, choć wmawiałam sobie coś zupełnie odwrotnego. Gdyby to wmawianie cokolwiek pomagało...
Po tym, jak wysiedliśmy w Lohr, od razu skierowaliśmy się do ośrodka, w którym mieszkaliśmy. Przez całą drogę nie odzywałyśmy się już z Hannah, więc i teraz szłam kilka kroków za nią. Nagle usłyszałam, jak ktoś wołał moje imię. Nawet się nie odwróciłam, a Niall zdążył już mnie dogonić.
– Co ty taka samotna?
– Czemu zostawiasz Louisa samego na pastwę losu? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie Irlandczyka.
– Tommo świetnie sobie radzi i sam – podniósł głos, odwracając się do tyłu z uśmiechem, by spojrzeć na swojego przyjaciela, na co Louis pokazał mu środkowego palca, również się uśmiechając, a do mnie mrugnął. Nie wiedziałam, czy powinnam coś powiedzieć, więc po prostu pomachałam do niego, także z uśmiechem na ustach.
– Idziesz ze mną do sklepu? – spytał Niall.
– Nialler nie ma przyjaciół? – wtrącił się idący za nami Louis.
– Fay jest moją przyjaciółką. – Otoczył moje ramiona swoją ręką, przyciągając do siebie. – Prawda? Widzisz, wyszło na to, że to ty tu nie masz przyjaciół – odpowiedział od razu, nie czekając na moją odpowiedź.
Gdy mnie objął, znów poczułam ten sam dziwny dreszcz przebiegający przez moje ciało, jak za pierwszym razem, kiedy to opierał się o mnie, gdy siedzieliśmy na ławkach kilka dni temu.
Wpadł mi do głowy – jak dla mnie i na mnie – głupi pomysł i zdecydowałam nieco pokrzyżować plany blondyna. Wyplątałam się więc z jego uścisku, odsuwając od niego. Spojrzał na mnie ze zmarszczonymi brwiami.
– Nie, Niall, nie masz przyjaciół – powiedziałam pewnym siebie głosem, za co przybiłam sobie mentalną piątkę.
Louis wybuchnął śmiechem, jednak nie byłam pewna, czy spowodowane to było moim posunięciem, czy może miną Nialla. Pomimo tego i tak się uśmiechnęłam z dumą.
– Dobra. Dobra, będziecie coś chcieli – rzucił i niby wielce obrażony ruszył przed siebie. – Ale ty i tak idziesz ze mną do sklepu – krzyknął przez ramię.
Poszłam więc. Korzystając z okazji, kupiłabym coś dla siebie do jedzenia i picia, ponieważ nie będzie mi się chciało iść później, choć nie było to daleko, w dodatku prawdopodobnie musiałabym towarzyszyć Hannah. Dlaczego akurat z nią miałam swoją zmianę? Było jeszcze kilkanaście osób z naszej grupy, ale niestety byli w innych miejscach, a ja i Hannah miałyśmy razem poranną zmianę.
Niall zaczął opowiadać o jego wczorajszym wieczorze w klubie, gdzie zawitał, zanim dołączył do nas. Przy okazji dowiedziałam się, że ta dziewczyna, z którą tańczył, a wczoraj rozmawiał, miała na imię Lía oraz była Hiszpanką.
W pewnym momencie zauważyłam tych samych dwóch chłopaków, którzy prawdopodobnie byli razem. Serce podeszło mi do gardła, gdy byli coraz bliżej. Jedynie mogłam błagać o to, żeby Niall w jakikolwiek sposób nie skomentował tego, bo kiedy ich zauważył, zamilkł. Zawsze mogliśmy przejść na drugą stronę ulicy, lecz Mie było chodnika… Jednak moje błagania zostały wysłane, ponieważ Niall patrzył się przed siebie, udając, że nic nie widział. Odetchnęłam z ulgą. Pozostałą drogę do sklepu przebyliśmy w ciszy.
Nie kręciliśmy się tam bez celu, oboje wzięliśmy to, co chcieliśmy i od razu ruszyliśmy w kierunku kas. Niall zatrzymał się przed regałem z alkoholami i zapytał:
– Bierzemy jakieś wino?
– Słucham? – Spojrzałam na niego zdziwiona.
– No, do picia... – wyjaśnił, jakbym była idiotką. Cóż, na nią wyszłam.
– Louisa mogłeś zapytać.
– Czyli bierzemy. – Wydawał się zignorować moje słowa i zaczął uważnie przyglądać się etykietom na każdej butelce. – Co to znaczy halbtrockerer? – zapytał, sylabizując ostatnie słowo.
– Skąd ja mam wiedzieć? Niemiecki znam tak samo, jak i ty.
– A chuj, będzie to. Może się nie otrujemy. – Wziął butelkę z najtańszym winem, po czym poszliśmy do kas.

*

Po obiedzie siedziałam sama w pokoju i odpoczywałam, przeglądając strony główne na portalach społecznościowych, na których miałam konto. Nudziłam się niemiłosiernie, ale też nie chciałam wychodzić sama na zewnątrz. Co jeśli nie byłoby wolnych ławek, więc musiałabym się wrócić? Przecież wszyscy uznaliby mnie za kompletne dziwadło!
Zostałam więc, leżąc na łóżku, odgniatając sobie tyłek i po raz kolejny oglądając te same zdjęcia na Instagramie. Chociaż mogłam się przespać, bo czułam się, jakbym umierała, jednak tego nie zrobiłam. Wolałam pozostać czujna i obejrzeć jakiś film, który mnie zaciekawił i nie miał najgorszych opinii
Byłam wykończona całym tygodniem praktyk. Może byłoby inaczej, gdybyśmy nie musieli dojeżdżać około czterdziestu minut, plus jakieś dziesięć na dojście z ośrodka na dworzec, a potem pięć z dworca w Würzburgu do miejsca, gdzie odbywałam praktyki. Podróże bywały najbardziej męczące.
Za jakąś godzinę powinny wrócić Dixie, Miley i Alex, więc będziemy mogły gdzieś pójść. Jednak nadal pozostawała ta godzina umierania z nudów. Zawsze mogłabym odwiedzić Nialla i Louisa… gdybym tylko wiedziała, jaki mają numer pokoju. Istniał także jeszcze jeden powód, dla którego kiedyś musiałabym do niego zawitać. Mianowicie miałam do niego kilka, męczących mnie pytań. Obym poznała na nie choć trochę mnie zadowalającą odpowiedź przez te półtora tygodnia.
Z drugiej strony zaś miałam tę świadomość, iż znaliśmy się ledwie kilka dni, więc mogłam wyjść na wścibską i ciekawską. Najlepszym rozwiązaniem było odpuszczenie sobie tego. Była jeszcze opcja, że on mógł zwyczajnie nie pamiętać tego, o czym tamtej nocy mówił.
Nagle ciszę panującą w pomieszczeniu przerwało pukanie do drzwi. Serce podeszło mi do gardła na myśl, że to mógł być ktoś z pracowników ośrodka i do tego nie znający angielskiego. Jednak uznałam, że zaryzykuję i nie będę udawać, że nikogo tu nie było. Usiadłam na łóżku, wypowiadając cicho „proszę” i już chciałam się poprawić, mówiąc po niemiecku i głośniej, ale drewniana powłoka uchyliła się, a do środka wszedł nie kto inny jak uśmiechnięty od ucha do ucha Niall.
– Co ty taka przestraszona, jakbyś ducha zobaczyła? – zapytał, siadając obok mnie.
– A ty co taki szczęśliwy? – odpowiedziałam pytaniem.
– Mam płakać? – spytał sarkastycznie, na co wzruszyłam ramionami, a Niall się zaśmiał i przesunął na materacu, by oprzeć się plecami o ścianę, dłonie układając na brzuchu. – Co robimy?
– Możemy obejrzeć film na telefonie albo gdzieś się przejść – zaproponowałam niepewnie.
– Film. Nie chce mi się łazić.
Skinęłam głową, po czym usadowiłam się obok niego, biorąc telefon i podłączając ładowarkę do kontaktu. Chłopak dla lepszej wygody wziął moją małą poduszkę w kształcie emoji kupy i włożył ją pomiędzy swoje plecy a ścianę.
Oboje zgodnie wybraliśmy ten sam horror, więc obyło się bez zbędnego sprzeczania i już po chwili wpatrywaliśmy się w ekranik, oglądając Naznaczonego. Mogło to jednak bardziej komentowanie i śmianie się podczas scen, które miały być straszne.
Nie naoglądaliśmy za wiele, gdyż dziewczyny już wróciły, rozmawiając głośno. Zamilkły, kiedy zobaczyli mnie obok Nialla, wciąż chłopaka i do tego niedawno poznanego. Moje myśli od razu wypełniły pytania dotyczące tego, co mogły sobie w tamtym momencie pomyśleć.
– Hej – przywitał się blondyn z uśmiechem na ustach. One odpowiedziały tym samym i zajęły się sobą, co mi było na rękę.

*

Czas do kolacji upłynął szybko i przynajmniej nie nudziłam się. Niall poszedł kilkanaście minut po powrocie dziewczyn, a potem wraz z Dixie poszłyśmy do sklepu.
Było już po dziewiętnastej i po kolacji, więc teraz siedziałam z moją przyjaciółką na zewnątrz na ławkach i właściwie nie wiedziałyśmy, co ze sobą zrobić. Nie chciało nam się iść do klubu, do którego właśnie wybierały się Alex i Miley. Dixie oczywiście musiała poruszyć temat Nialla, co zbyłam stwierdzeniem, że trzeba kogoś poznać i nie ograniczać się jedynie do znajomych z naszego uniwersytetu. Na moje szczęście odpuściła, bo jakoś specjalnie nie chciało mi się gadać o moich relacjach z blondynem. Może innym razem lub najlepiej wcale.
Od dalszych niewygodnych pytań uratował mnie Louis, który dosiadł się do nas. Myślałam, że uśmiech nigdy nie schodził mu z ust, dopóki nie zobaczyłam go w tym momencie. Nie oszukujmy się, wyglądał jak żywy trup, musiał być naprawdę wykończony. Zresztą jak prawdopodobnie każdy tutaj.
– Cieszysz się, że jutro jedziemy do Berlina? – zapytał, kiedy Dixie po kilkunastominutowej rozmowie oznajmiła, że trzeba porozmawiać z chłopakiem i udała się do pokoju, póki nikogo w nim nie było, aby mieć spokój.
– Wolałabym zostać i odsypiać.
– Ja też. Ale może nie będzie tak źle.
– To się okaże. Ważne, żeby w tamtym hotelu były wygodne łóżka...
– Co z tobą i Niallem? – natychmiast zmienił temat, opierając nogi na skrzynce z piaskiem.
– A co ma być? To samo, co z tobą. Tak myślę. – Wzruszyłam ramionami. – Skoro już o nim zacząłeś... On już śpi? – zapytałam od niechcenia.
– Szlaja się gdzieś z tą Hiszpanką... Líą? Czy jak jej tam było. – Machnął ręką. – Chyba jej grupa wyjeżdża jutro i pewnie chcą się pożegnać.
Louis po pewnym czasie pożegnał się i wrócił do pokoju, a ja pomimo zmęczenia postanowiłam jeszcze się przejść. Było już na tyle ciemno, że ledwie można było już cokolwiek dostrzec z dalszej odległości. Gdyby nie zachmurzone niebo, byłoby w miarę widno. Nie przejmowałam się ciemnością, gdyż wieczór nie był zimny i tak nagle zmęczenie częściowo mnie opuściło. Jednak poczułam się naprawdę rozbudzona po tym, co zobaczyłam nad stawem, nad którym jeden z wieczorów spędziłam z Niallem.